Krzysztof Siewicz – prawnik

Opublikowano: 15 grudnia 2004. Kategoria: Bez kategorii. Tagi:

Krzysztof Siewicz – prawnik, absolwent Wydziału Prawa Uniwersytetu Warszawskiego oraz Central European University w Budapeszcie, w pracy naukowej zajmuje się prawem własności intelektualnej i nowych technologii, ze szczególnym uwzględnieniem wolnego oprogramowania.

W ostatnim okresie wzrosło zainteresowanie legalnością oprogramowania, zarówno w domach jak i w firmach. Pojawia się wiele spekulacji dotyczących wykorzystania różnego rodzaju oprogramowania. Jak Pan ocenia stopień wiedzy dotyczący legalności w firmach?

Na wstępie chciałbym zastrzec, aby nie traktować moich wypowiedzi jako porady, czy też opinii prawnej. Nie jest moją intencją udzielenie takowych w niniejszym wywiadzie. Poza tym, odpowiadając na ogólnie sformułowane pytania, bez oparcia w konkretnym stanie prawnym i faktycznym sformułowanie porady prawnej jest po prostu niemożliwe. Osoby zainteresowane powinny zatem zwrócić się do wykwalifikowanego prawnika (adwokata lub radcy prawnego), który po zapoznaniu się ze wszystkimi szczegółami ich konkretnej i indywidualnej sytuacji będzie w stanie odpowiedzialnie wskazać właściwy sposób postępowania.

Odpowiadając na Pańskie pytanie – wszystko zależy od tego jak zdefiniujemy pojęcie ‚legalności’. Wydaje mi się, że w potocznym rozumieniu używa się tego pojęcia w dość wąskim znaczeniu – mówiąc ‚legalne oprogramowanie’ mamy na myśli po prostu te, które nie jest pirackie. Oczywiście każdy użytkownik oprogramowania, a zwłaszcza przedsiębiorcy powinni korzystać z tak rozumianego legalnego oprogramowania, gdyż piractwo jest po prostu łamaniem prawa. Jednak dla prawnika jest to tylko wierzchołek góry lodowej, jaką są kwestie prawne związane z rynkiem oprogramowania. Zwracanie uwagi na źródło pochodzenia oprogramowania oraz odpowiednie dokumentowanie transakcji zaliczyłbym zatem jedynie do niezbędnego minimum staranności. Bardziej uważni przedsiębiorcy będą zapewne zainteresowani dokładnym określeniem zakresu swoich praw i obowiązków do nabywanego oprogramowania w umowach licencyjnych, gdyż legalne korzystanie polega właśnie na wypełnianiu postanowień takich umów.

Podczas przeglądania rodzajów oprogramowania bardzo często pojawiają się określenia GNU/GPL oraz Open Source – czy w kilku słowach mógłby Pan przybliżyć istotę tych znaczeń?

GNU GPL, czyli GNU General Public License jest modelową umową licencyjną opracowaną przez amerykańską organizację pozarządową Free Software Foundation, która zaleca rozpowszechnianie oprogramowania na jej zasadach. Open Source jest terminem promowanym przez Open Source Initiative, na określenie, między innymi, oprogramowania objętego GNU GPL, które po polsku jest określane jako ‚wolne oprogramowanie’. Upraszczając, chodzi tu o oprogramowanie udostępniane na licencji zezwalającej na nieograniczone korzystanie z niego, a także na dokonywanie modyfikacji oraz rozpowszechnianie zarówno utworów zależnych powstałych tą drogą jak i oryginału. GNU GPL jest jedną z takich licencji, a na jej zasadach licencjonowana jest zdecydowana większość wolnego oprogramowania. Na stronach internetowych Free Software Foundation oraz Open Source Initiative można znaleźć także kilkadziesiąt innych modelowych umów, na podstawie których rozpowszechniane jest oprogramowanie uznawane przez te organizacje za ‚wolne’.

Czy system operacyjny (np. Linux) zakupiony wraz z gazetą może być wykorzystywany w firmie?

Linux, a ściślej GNU/Linux jest chyba najbardziej znanym przykładem wolnego oprogramowania. Występuje on w postaci tak zwanych ‚dystrybucji’ oferowanych przez rozmaite podmioty i obejmujących system operacyjny wraz z dużą ilością oprogramowania dodatkowego. Zakupienie gazety z CD-ROMem jest jednym z wielu sposobów na jakie można stać się użytkownikiem tego systemu – oprócz tego można go pobrać z wielu miejsc w Internecie lub zakupić w wersji pudełkowej od jednego z dystrybutorów. W Pana pytaniu słyszę echo dość ożywionej dyskusji sprzed około 2 lat, dotyczącej możliwości opodatkowania użytkowników Linuxa dostępnego co do zasady nieodpłatnie. Zainspirowała mnie ona do napisania pracy magisterskiej, po czym byłem w stanie stwierdzić jedynie, że problematyka jest złożona i bynajmniej nie dotyczy tylko i wyłącznie Linuxa. Pozostawiając jednak na boku akademickie rozważania można powiedzieć, że Linux i inne wolne programy podlegają tym samym wymogom prawnym, co jakiekolwiek inne oprogramowanie występujące na rynku.

Obecnie czasopisma oferują bogaty wybór oprogramowania legalnego dla swoich Czytelników, np. pełna wersja TheBat!, OpenOffice.org, programy antywirusowe, programy graficzne, komunikatory internetowe. W jaki sposób powinniśmy kupić gazetę do firmy – czy paragon wystarczy? Czy powinniśmy posiadać czasopismo, czy wystarczy sama płyta jako dowód legalności? A jak wygląda sprawa kupna oprogramowania poprzez aukcję internetową, gdy nie mamy możliwości otrzymania paragonu lub faktury?

Pytania te mają tak naprawdę niewiele wspólnego z prawną problematyką programów komputerowych. Obowiązki odpowiedniego dokumentowania wynikające z przepisów podatkowych i rachunkowych dotyczą przecież wszelkiego typu transakcji dokonywanych przez przedsiębiorców. Wypełnianie tych obowiązków leży w dobrze pojętym interesie ich adresatów, gdyż w znaczący sposób ułatwia ustalenie zarówno drugiej strony umowy, jak i jej przedmiotu oraz treści. Z tego punktu widzenia, nabywanie oprogramowania nie różni się od pozyskiwania wszelkich innych środków, z jakich przedsiębiorca ma zamiar korzystać w prowadzeniu swojej działalności gospodarczej. Poza tym, pytając co może być ‚dowodem legalności’ stawia Pan sprawę na głowie, gdyż dowodzenie jej nie jest w żadnym przypadku obowiązkiem użytkowników oprogramowania. W oparciu o odwiecznie uznawane zasady, to osoba kwestionująca zgodność określonych działań z prawem ma to wykazać. Moim zdaniem najtrudniej będzie udowodnić łamanie prawa wobec użytkowników wolnego oprogramowania, gdyż umowy licencyjne takie jak GNU GPL nakładają zdecydowanie najmniej obowiązków. Użytkownik wolnego oprogramowania, co do zasady, może je wykorzystywać w każdym celu i instalować na dowolnej liczbie stanowisk. Może je nie tylko dekompilować lecz nawet dokonywać zmian w publicznie dostępnym kodzie źródłowym.

Obok oprogramowania na licencji GNU/GPL często możemy znaleźć oprogramowanie typu freeware (np. Irfan View) lub shareware (np. Total Commander) – co to oznacza dla użytkownika z Polski?

Z prawnego punktu widzenia, ‚wolne oprogramowanie’, ‚freeware’ czy ‚shareware’ różnią się po prostu zakresem praw i obowiązków ich użytkowników. Wolne oprogramowanie to zdecydowanie najwięcej praw przy minimum obowiązków. Przez ‚freeware’ rozumie się zwykle oprogramowanie darmowe, do którego jednak nie przyznaje się użytkownikom prawa do modyfikacji. ‚Shareware’ natomiast to oprogramowanie, które można swobodnie rozpowszechniać, jednak gdy zdecydujemy się z niego skorzystać lub zależy nam na dodatkowej funkcjonalności niedostępnej w wersji darmowej, to wtedy umowa nakłada na nas obowiązek zapłaty wynagrodzenia uprawnionemu do programu. Ta wielość form jest odpowiedzą rynku na różnorakie oczekiwania użytkowników, którzy mają dzięki temu większy wybór. Trzeba jedna pamiętać, że prawa i obowiązki użytkownika są w każdym indywidualnym przypadku określone umową licencyjną, która nie musi jednoznacznie należeć do jednej z powyższych kategorii.

Część programistów tworzy oprogramowanie darmowe wyłącznie do celów domowych, czy możemy takie oprogramowanie wykorzystać na służbowym/firmowym komputerze?

Udostępnianie darmowych wersji oprogramowania ‚do użytku osobistego’ jest dość powszechną praktyką marketingową. Trzeba jeszcze raz podkreślić, że rozumienie ‚użytku osobistego’ i ‚komercyjnego’ powinno być każdorazowo wyraźnie określone w umowie licencyjnej. Problemy interpretacyjne mogą wynikać nie tylko z niedookreślonych sformułowań użytych w licencji, ale także z faktu, że duża ich część jest przygotowywana w oparciu o prawo amerykańskie i może nawiązywać do tamtejszych instytucji prawnych, które często różnią się od polskich. Warto wskazać, że licencje wolnego oprogramowania nie zawierają tego typu ograniczeń i wręcz zachęcają do korzystania z programu w każdym celu, nawet komercyjnym.

Na jakie elementy należy zwrócić szczególną uwagę podczas zakupu oprogramowania?

Patrząc z punktu widzenia przedsiębiorców-użytkowników trzeba przede wszystkim zastanowić się nad możliwością egzekwowania odpowiedzialności za program działający wadliwie, której producenci i dystrybutorzy oprogramowania chcą na wszelkie sposoby uniknąć. Nie spotkałem się jeszcze z umową licencyjną na programy dystrybuowane masowo, która nie zawierałaby takiego lub innego postanowienia usiłującego wyłączyć rękojmię za wady w maksymalnym stopniu dopuszczonym przez prawo. Wydaje mi się, że niewiele osób zdaje sobie sprawę jak niskie jest prawdopodobieństwo możliwości egzekucji odpowiedzialności producenta czy dystrybutora oprogramowania za szkody spowodowane przez program, nawet jeżeli użytkownik nabył go od znanej firmy cieszącej się znaczną pozycją rynkową.

Dziękuje za rozmowę

Sylwester KozakKrzysztof Siewicz – prawnik

Podziel się!

O autorze

Sylwester Kozak

Facebook Twitter Google+

Specjalista w zakresie marketingu opartego o promocję wiedzy i doświadczenia. Aktywnie prowadzi własne jak i zlecone serwisy internetowe. Przygotowuje koncepcje biznesowe i analizy rynkowe nowych projektów. Ma praktyczne doświadczenie z zakresu promocji, eCommerce, e-PR, SEO, SEM i prowadzenia projektów internetowych.