O zamknięciu napisy.org

Opublikowano: 21 maja 2007. Kategoria: Bez kategorii. Tagi:

Podczas gdy na konferencji nt. e-innowacji w biznesie, temat Web 2.0 jest poruszany często i z przyklaskiem, policja zamyka serwis typu 2.0 tworzony przez zapaleńców. Trzeba myśleć rozumem, nie pałą.
Schizofrenia to popularna choroba dzisiejszego świata. Politycy mówią jedno, robią drugie. Firmy dbają o środowisko, a jednocześnie kupują floty ekskluzywnych samochodów, o których można powiedzieć wszystko – prócz tego że mało palą.

Zamknięcie serwisu z napisami napisy.org wywołuje mieszane, schizofreniczne uczucia. Z jednej strony, wykorzystywanie bez zgody czyjegoś utworu nie jest legalne. Z drugiej strony, który koncern wydałby zgodę, gdyby dostał taką prośbę?

Z jednej strony, obejrzenie lub odsłuchanie pirata na kompie może zniechęcić do pójścia do kina. Z drugiej strony, jeśli firm jest wart pieniędzy, do tego kina się idzie i to tabunami (co pokazują wyniki box-office Spidermana 3, a niedługo trzecich Piratów z Karaibów). I to idzie się z całkowitą pewnością, że seans będzie udany. Crapy się omija, bo szkoda na nie czasu i pieniędzy.

Można więc zrozumieć, że twórcy boją się szerokiej dostępności swoich dzieł w sieci. Boją się tego sita, natychmiastowej selekcji dzieł wartościowych od tandety (czy zatem serwisy oceniające i recenzje nie są w jakimś stopniu łamaniem prawa?). Jeśli sita nie będzie, trochę ludzi da się naciągnąć. Czy to jest legalne? Czy to jest słuszne?

W tle konfliktu na temat praw autorskich pojawia się nowa książka Josepha Stiglitza (już za chwilkę będzie w Polsce dzięki Wydawnictwu Naukowemu PWN), gdzie wg autora kwestia praw autorskich jest jednym z dziewięciu najważniejszych wyzwań w budowaniu dobrej globalizacji. Przegięcie z prawami autorskimi ogranicza rozwój i wyrównywanie nierówności ekonomicznych i społecznych (choćby wymienić patenty na lekarstwa i publikacje naukowe).

To jest już problem globalny, nie chodzi o jeden czy dwa serwisy. To problem braku odpowiedniego modelu biznesu, ciągnięcia pieniędzy z własnych dzieł. Grupa Grateful Dead kilkanaście lat temu sprzedawała swoje płyty bardzo tanio i pozwalała fanom wymieniać się nagraniami. Zarabiała na swojej reputacji i koncertach na żywo.

Czyli jednak można – trzeba tylko pomyśleć i przestać się bać. Jest sporo fajnych książek biznesowych, które uczą podchodzenia do zmian z korzyścią dla zysków. Ale przecież czytanie jest takie męczące, jak ujawniają to badania czytelnictwa w Polsce…

Z innej beczki – nie wolno korzystać z nielegalnego softu, bo to piractwo. Z legalnego softu typu World of Warcraft też korzystać nie można, bo pajace z Centrum Informatycznego lub innego providera blokują porty zgodnie "z polityką bezpieczeństwa".

Nad prawami autorskimi trzeba usiąść i w końcu porozmawiać – dystrybutorzy, twórcy i fani. Na spotkanie nie należy wpuszczać prawników, polityków ani instytucji-pośredników-pijawek. Atmosfera wrogości nie doprowadzi do zlikwidowania problemu. W dobie globalnego Internetu siłowe tamowanie podaży nie ma najmniejszej szansy powodzenia. Problem jest jednak taki, że jak na razie fani nie mają żadnej organizacji, która broniłaby ich praw. Żadnej poważnej organizacji, która dysponowałaby odważnymi prawnikami (z pierwszej ręki słyszałem dobre opinie o Krislex), którzy twardo broniliby interesów fanów. Nie ulega wątpliwości, że napisy do polskich filmów przeniosą się na inne tego typu serwisy, w innych krajach. Internet jest na tyle duży, że miejsce zawsze się znajdzie.

Dla wszystkich – przeczytaj list otwarty tłumaczy-hobbystów w sprawie zatrzymań  osób tworzących napisy do filmów. List znajduje się pod tym adresem. Przeczytaj i samodzielnie znajdź własne zdanie. Nie daj się wodzić za nos. Na tym polega demokracja.

Na koniec osobista świetna wiadomość – jeśli Ministerstwo Transportu faktycznie uchwali nowelizację ustawy przewidującą kary za spam, moja skrzynka pocztowa odetchnie od spamu rozsyłanego przez niedouczone agencje public relations. Piszę o e-biznesie, po co mi infosy o nowych restauracjach, nowych napojach dla kobiet lub nowych wystawach fotograficznych?

e-biznes.pl, 2007

Mariusz LudwińskiO zamknięciu napisy.org

Podziel się!

O autorze

mariusz