Blokowanie portów a likwidacja Internetu

Opublikowano: 14 maja 2007. Kategoria: Bez kategorii. Tagi:

Radykalny pomysł? Nie. Raczej rozsądne wyjście na likwidację piractwa online i ideał polityk bezpieczeństwa sieci. Głupota to problem ogólny, nie tylko polski. Jako społeczność online już dawno przeszlibyśmy do świata cywilizowanego Internetu, gdybyśmy umieli powiedzieć NIE. NIE dla politycznych oszołomów. NIE dla blokerów portów. NIE dla idiotycznych polityk bezpieczeństwa.
Wszystko jest ze sobą połączone. I wszystko zaczyna się od drobnych ustępstw. Od zamykania oczu na śmiecenie na ulicy. Od braku reakcji na zamykanie przed nosem drzwi autobusu. Albo od oglądania popisów (aluzja celna, choć niezamierzona) politykierów.

Marszałek Dorn ogranicza wstęp dziennikarzy do Sejmu. To chyba podlega pod ograniczanie możliwości wykonywania zawodu. Gdy strajkujący pracownicy walczą o pensje dla swoich rodzin i blokują prezesowi dostęp do gabinetu, wzywa on policję i tłumaczy, że strajkujący uniemożliwiają mu wykonywanie służbowych obowiązków. Panowie w mundurach mają na szczęście klasę i zwykle nie dochodzi do fizycznego wyniesienia protestujących. Ile klasy mają politycy?

To zależy od stopnia paranoi. Politykom wydaje się, że media są złe, bo patrzą im na ręce. Dlaczego patrzą im na ręce? Bo taka jest ich funkcja społeczna oraz ekonomiczna. Szkoda że politycy nie zastanawiają się nad prawdziwymi konsekwencjami swojej paranoi antymedialnej.

Załóżmy bowiem przez chwilę, że faktycznie dziennikarze zostają podzieleni na uległych (czy zostanie to zapisane w teczkach tych dziennikarzy?) i buntowników.

Jaka może być riposta dziennikarzy? Brutalnie uświadamiająca politykom ich miejsce? Przerażająco skuteczna?

Tak, chodzi o bojkot. Tydzień przerwy od polityków w mediach. Tydzień bez lansu. Tydzień bez hurtowego wdzięczenia się do wyborców. Nagle politycy musieliby przejść na bezpośrednie relacje z wyborcami. Brak masowej tuby zabolałby, ale byłby oczyszczający i uzdrawiający. Demokracja bardzo by się wzmocniła.

No i przywrócone zostałyby właściwe relacje. Media przeżyją bez newsów politycznych. Politycy nie przeżyją bez mediów. Nie przy takiej formie wybieralności wyborczej.

Marszałek niedługo będzie miał większe problemy. Pod warunkiem oczywiście, że polscy blogerzy zdecydują się na błyskawiczną adaptację amerykańskich wzorców. Oto w Stanach jest szansa na przyjęcie poprawki do konstytucji, która przyznaje spore uprawnienia dziennikarskie blogerom.

Blogerom – czyli potencjalnie każdemu obywatelowi.

Jak w takiej sytuacji marszałek podzieliłby społeczeństwo? Informacje tylko dla własnych wyborców? Na pewno nie – w końcu nie jest ich aż tylu, aby zwyciężyć w wyborach. Niezły orzech do zgryzienia.

Drugi biegun walki o wolność online to wolność korzystania z legalnie posiadanych treści. Zamknięcie świetnego serwisu pandora.com dla osób spoza USA można jeszcze przeboleć. Choć trudno zrozumieć dlaczego mniej znane zespoły nie prostestują. Ten sposób promocji był dla nich darem niebios – podpięcie się pod liderów rynku. Ale cóż – widać nie wszyscy odnajdują się po tej stronie rzeczywistości.

Zamknięcie Pandory to mały pikuś. Większa granda, która również nie jest głośno oprotestowywana, to kontrolowanie dostępu do Internetu przez firmy-dostawców. Złym pomysłem jest zamykanie portów komputerów w sieci tylko dlatego, że ktoś jest przewrażliwiony na punkcie procedur bezpieczeństwa i nie chce mu się porządnie zabezpieczyć sieci. Gra w absolutnie legalne gry sieciowe korzystające z zewnętrznych serwerów typu World of Warcraft jest stawiana na równi z korzystaniem z programów p2p. Oczywiście fakt, że nigdzie na świecie korzystanie z takiego oprogramowania nie jest nielegalne jakoś umyka pseudoekspertom od bezpieczeństwa.

Blokowanie portów nosi znamiona ograniczania korzystania z prywatnej własności (komputer i legalne oprogramowanie), co w państwie demokratycznym jest łamaniem podstawowych praw człowieka. Już nie mówiąc o tym, że przyjęcie polityki bezpieczeństwa, która ogranicza korzystania z netu przez użytkowników, zakrawa na śmieszność. Idąc tym tropem, najlepszym sposobem ograniczenia zagrożenia sieci (a jednocześnie ukrócenia nielegalnej wymiany treści) byłoby całkowite zablokowanie korzystania z netu. Zlikwidować Internet zupełnie, a będzie spokój.

Oddać trzeba honor tym dostawcom Internetu, którzy szanują demokratyczne zasady i nie blokują portów. Powszechnie opluwane duże firmy w tym aspekcie są w porządku. Trzeba jednak głośno powiedzieć, że wszędzie tam, gdzie nie ma konkurencji w tym zakresie, gdzie panuje monopol jednej firmy (mniejsze miejscowości), albo gdzie bezpieczeństwem zajmują się osoby pseudofachowe (uczelnie wyższe z akademikami), demokracja jest łamana. Żaden bełkot tego nie zmieni. Każdy ponosi odpowiedzialność za własne działania. Piraci za swoje. Blokerzy portów za swoje.

A że jeszcze nie doszło do żadnego procesu o bezprawne blokowanie portów?

Widocznie jeszcze nie nadszedł czas.

Co nie znaczy, że niedługo tak się nie stanie.

Kto będzie tym zaszczytnym numerem jeden? Kto przejdzie do historii jako pierwsza firma lub instytucja skazana za łamanie demokracji przez blokowanie portów? O kim usłyszy cała Polska i większość internautów na świecie?

Masz jakieś propozycje? Podyskutujmy.

e-biznes.pl, 2007

PS. Wspaniali pracownicy wyjechali do Anglii i Irlandii? Niekoniecznie. Zawsze można znaleźć świetnych, oddanych i porywających pracowników, którzy przysłużą się generowaniu zysków firmy. Trzeba tylko wiedzieć jak to robić. Tej tematyce będzie poświęcona konferencja "Magia rozwoju talentów" organizowana przez Wydawnictwo IFC Press. Odbędzie się ona 18 czerwca w Warszawie. Szczegóły programu są dostępne na stronie IFC Press pod tym linkiem.

Mariusz LudwińskiBlokowanie portów a likwidacja Internetu

Podziel się!

O autorze

mariusz