Futuryzacja wciąż niekompletna

Opublikowano: 26 września 2007. Kategoria: Bez kategorii. Tagi:

error — operation incomplete — e-client still not ready — prepare change agent — switch prototype — futurize now — engage
David Siegel śmiało może pretendować do miana jednego z najbardziej przestrzelonych futurologów XX wieku. W 1999 roku napisał inteligentną i inspirującą książkę "Futuryzuj swoją firmę. Strategia biznesu w dobie e-klienta" (recenzję w e-b znajdziesz pod tym linkiem). Wszystkie jego pomysły są super. Niestety, nie przewidział on, że podmiot futuryzacji, klient, będzie bronił się przed futuryzacją dłużej niż 8 lat.

Na konferencjach biznesowych i e-biznesowych typu niedawne Okebi wciąż świecą triumfy webusability i e-marketing. To oczywiście dobrze, że coraz więcej osób zdobywa wiedzę o tym jak przygotować strony, które nie wkurzają czytelników. Może za kilka lat znikną z Internetu potworki. Może za kilka lat wszystkie firmy zdecydują się ujawnić swoje ludzkie oblicze zamieszczając nie tylko telefon do firmy (co wciąż jest niestety rzadkością), ale także info o prezesie i jeszcze kilku kluczowych osobach (dyrektora marketingu dla przykładu).
 
Nie chodzi mi o to, żeby negować zasługi użyteczności czy designu. Ich pozycja jest i będzie bezdyskusyjnie kluczowa. Potrzeba natomiast dodatkowej zmiany, zmiany jakościowej klienta. Brakuje promowania rozwiązań z równoległego nurtu myślenia, z myślenia o e-kliencie. e-klient to bowiem zupełnie inny profil użytkownika. On nie myśli o produkcie firmy, ani jej hierarchii, nie dba o dotychczasowe zasługi i sukcesy. e-klient myśli o swoich wartościach, zobowiązaniach, obowiązkach, emocjach i potrzebach. Jeśli otrzyma to czego potrzebuje od serwisu internetowego, będzie jego stałym czytelnikiem. To typowy proces sprzedaży, znany sprzedawcom offline od kilkunastu lat.

Czemu tylko nieliczne serwisy online go stosują? Część winy na pewno leży w strukturze firm internetowych i jest to chyba największy problem całej e-gospodarki jako takiej. Brakuje ludzi w postaci fizycznej jako rąk do wpisywania tekstów, do moderowania for i odpowiadania na maile czytelników. Brakuje ludzi w postaci psychicznej jako umiejętności kontaktu z klientem, sprzedaży z szacunkiem, bystrości umysłu i głębokości kompetencji. Mimo wszystko trudno żeby te cechy posiadała grupa dwudziestokilkulatków. Google przetarło szlak pokazując jaką drogą trzeba kroczyć, angażując na stanowisko CEO doświadczonego Erica Schmidta, byłego szefa Sun i Novella. Nawet tacy błyskotliwi ludzie jak Sergey Brin i Larry Page to było za mało, żeby prowadzić multimiliardowy interes.

Jest dobry moment. W telewizji pojawia się kampania promująca zatrudnianie osób po 45 roku życia. To wspaniałe wyjście dla młodych firm internetowych. Doświadczenie w biznesie części z tych osób to brakująca część układanki. Idealna sytuacja win-win: zatrudnienie osoby po 45-ce, która ma energię i chęć doświadczenia czegoś nowego, przywróci jej sens życia, a z drugiej strony dla młodych pracowników będzie to okazja do darmowego uczenia się fachu biznesowego od starszego kolegi lub koleżanki.

Drugim wielkim problemem jest promocja. Znam całą machinę e-marketingową, banery, wirusy, mailingi, blogi, e-PR, SEO, ale to wciąż zbyt mało. Wszystkie powyższe instrumenty odnoszą się bowiem dla tych, którzy siedzą już w Internecie (może poza SEO, ale problem z nim polega na źle zbudowanych promocyjnie serwisach www).

Jak ma znaleźć powiedzmy webmastera osoba, która po raz pierwszy wchodzi do Internetu? Jak ma znaleźć odpowiednie fora dyskusyjne, aukcje i serwisy ogłoszeń z telepracą, blogi freelancerów z ich portfolio i ofertami? Ile czasu zajmie takiej osobie znalezienie, zapoznanie się i wybór właściwej dla siebie oferty?

Można odnieść wrażenie, że Internet zaczyna się zamykać w sobie i skupiać na swoich obecnych użytkownikach. Rzadko które środki promocji przekraczają barierę Internetu i przechodzą w świat offline, przyciągając nowych czytelników, którzy dotąd nie próbowali znaleźć informacji, pracy lub pracowników w ten sposób. Co bardziej światli właściciele serwisów czują o co chodzi i organizują spotkania oraz konferencje w realnym świecie (GrillIT Tomka Karwatki, Tuba Macieja Budzicha), ale to wciąż awangarda, która dodatkowo dosiada wyrywnych rumaków. A przecież początkujący i średnio zaawansowani stanowią najliczniejszą grupę użytkowników. Zawsze.

I to w nich leży przyszłość Internetu. Przynajmniej do pojawienia się pierwszego prawdziwego serwisu dla e-klientów. Czy Cafe News Web, personalizowany portal, ma szansę na to zaszczytne miano? Na razie nie, ale jeśli dorzucą mnóstwo kanałów ze specjalistycznych serwisów i pokażą swoje ludzkie oblicze, to kto wie? Byłoby świetnie.

e-biznes.pl, 2007

Mariusz LudwińskiFuturyzacja wciąż niekompletna

Podziel się!

O autorze

mariusz