Hazard bez playbacku

Opublikowano: 20 grudnia 2006. Kategoria: Bez kategorii. Tagi:

Rynek hazardu w Polsce sprawia wrażenie leciwego artysty. Niby wie on, że śpiewanie na żywo to standard, ale nie potrafi samodzielnie zrezygnować z playbacku.
Tymczasem zamieszanie w sprawie hazardu online zaczyna zataczać coraz szersze kręgi i coraz więcej słychać głosów w tej sprawie. W cywilizowanych krajach, o ustalonej gospodarce konkurencyjnej, nie do pomyślenia jest narzucanie ograniczeń na swobodne działanie firm. Istnieją oczywiście regulacje prawne, które definiują zasady gry na tym rynku, ale nie ma mowy o stawianiu ścian. Niemcy przynajmniej nie owijają w bawełnę motywów takiego postępowania – chcą chronić loterie narodowe.

Polacy jak zwykle ściemniają, tłumacząc się dobrem społecznym, walką z korupcją i praniem brudnych pieniędzy (śmiech na sali). A przecież wiadomo, że najpewniej chodzi o utrzymanie odpowiedniej temperatury stołków, które w przypadku otwarcia rynku na konkurencję, mogłyby zacząć parzyć. Często mówi się, że ludzie na stanowiskach tracą kontakt z rzeczywistością. Ogromny błąd. Ludzie na stanowiskach wiedzą o wiele więcej niż normalni ludzie, ponieważ od tego zależy ich kariera. Oni wiedzą, że zmieniają się realia i zyski z tradycyjnego hazardu maleją.

Przyjrzyj się przez sekundę zarówno Lotto, jak i hazardowi online (plus zakłady bukmacherskie). Kto korzysta z jednych, a kto z drugich? Czy są to te same grupy społeczne? Krótka wizyta w punkcie Lotto i wszystko jasne, widać wyraźny podział. Pokolenie naszych dziadków i rodziców, a także ludzie niezamożni, z przyzwyczajenia korzystają z tradycyjnych form hazardu (takich jak Lotto). Przyzwyczajenie równa się bezpieczeństwo. To już nie jest postrzegane jako hazard, to niewinna rozrywka, stawiana na równi z codziennym przeglądem gazet i kolejnym odcinkiem tasiemcowego serialu.

Tymczasem młodzi oraz ci bogatsi korzystają z nowoczesnych form hazardu. Nie chcą oni brać udziału w "zgredowych" rozrywkach, ponieważ chcą mieć własne rozrywki, wyrażające ich wartości: otwartość, mobilność, nieograniczony dostęp. Dlatego lepsze i bardziej ekscytujące jest obstawianie zawodów curlingowych rozgrywanych przez Eskimosów w podbiegunowej wiosce (przesada zamierzona) niż wyskoczenie do punktu Lotto na rogu.

Patrząc na strukturę dochodów, dokładnie widać, dlaczego zyski ze "zgredowych" rozrywek hazardowych maleją. Starsze pokolenie plus biedna większość społeczeństwa ma po prostu coraz mniej pieniędzy na "hazardowanie". Świadczenia emerytalne często ledwo starczają na życie, nie mówiąc o opiece lekarskiej. Zaś pieniądze młodych, które dotąd dużym strumieniem wchodziły w monopolistyczny hazard, obecnie wchodzą gdzieś indziej – hazard online, giełdę (hossa jeszcze trwa), fundusze inwestycyjne. Czy zatem idąc tym tropem, niedługo możemy się spodziewać prób regulacji sposobów inwestowania młodych ludzi? Na pewno tak, choć równie na pewno nie będą one tak bezpośrednie. Nikt przecież nie pogniewa się na nowy plan emerytalny, prawda?

Najwięksi wykonawcy muzyczni już dawno zaakceptowali konieczność porzucenia playbacku podczas występów na żywo. Nie dajesz czadu, nie dostajesz pieniędzy. Nie można być świetnym artystą, a jednocześnie używać protezy w postaci taśmy. Ludziom przyzwyczajonym do wygodnego życia i stołka trudno to zrozumieć – widać to na przykładzie festiwalu w Opolu (organizatorzy zapowiedzieli, że ma obowiązywać zakaz śpiewania z playbacku, zaś podkład z taśmy będzie jedynie możliwy w koncertach Premier i Superjedynek). Rynek hazardu w Polsce zachowuje się identycznie – niby wie, że wolna konkurencja jest standardem (Komisja Europejska stanowczo opowiada się za otwartą konkurencją i swobodą świadczenia usług w Unii), ale jednocześnie przyjmuje, że ich ten problem nie dotyczy. Niestety, myli się. I wkrótce boleśnie o tym przekona.

e-biznes.pl, 2006

Mariusz LudwińskiHazard bez playbacku

Podziel się!

O autorze

mariusz