Jeszcze goręcej

Opublikowano: 21 marca 2007. Kategoria: Bez kategorii. Tagi:

Za nami gorące obchody dnia św. Patryka. Działo się sporo, nie tylko w kwestii tradycyjnych obchodów (piwo, muzyka), ale i w kwestii merytorycznej. W końcu Irlandia Polakami stoi.
Takiej właśnie Irlandii była poświęcona impreza o nazwie St.Patrick's Days, która odbyła się 16 marca (w piątek) w Warszawie. Zaproszeni prelegenci zaprezentowali różne oblicza Irlandii – spokojną i sielską, przedsiębiorczą i gospodarczą. Czy wiesz, że jakieś dwadzieścia lat temu Irlandia wpompowała w edukację nieprawdopodobne pieniądze – rzędu 20% PKB? Teraz zbierają owoce. Sami skupiają się na wytwarzaniu produktów informatycznych na światowym poziomie (podobno co drugi komputer w sklepie pochodzi z Irlandii, większość programów powstaje na Zielonej Wyspie), natomiast do mniej wyszukanych prac zatrudniają przybyszów ze Wschodu (zamiatanie, zmywanie itepe).

Sprytne? Jasne, bo w tym samym kierunku poszły Indie i zamierzają iść Chiny. Podobno w dość przeciętnym chińskim mieście gospodarczym (czyli nie na rolniczej prowincji) istnieją 22 uniwersytety, w których uczy się ponad 200 tysięcy studentów. Nasi ministrowie edukacji i szkolnictwa wyższego powinni zainwestować w jakąś sesję strategiczną, bo nasz system oświaty w porównaniu z taką edukacyjną maszynerią nie ma absolutnie żadnych szans. Za 5 lat azjatycka konkurencja zacznie nas zmiatać z globalnego rynku pracy.

Teraz coś z własnego, lokalnego podwórka. I Sympozjum Uczestników Programów Partnerskich coraz bliżej. Wszyscy, którzy chcą zwiększyć swoje umiejętności w zarabianiu za pomocą tego modelu e-biznesu, nie powinni przegapić tej konferencji. Możesz się jeszcze zapisać, adres serwisu www.supp.pl.

Jednak gorętszym medialnym wydarzeniem jest promocja zaoferowana przez wydawcę ebooków Złote Myśli (www.zlotemysli.pl). Kup ebooka, a jeśli będziesz niezadowolony możesz go zwrócić. Na razie brzmi typowo. Haczyk tkwi w wysokości zwrotu pieniędzy – otrzymasz 3-krotną wartość ebooka. Ten pomysł sprawdził się w Internecie amerykańskim. Czy przyjmie się w Polsce? Szczerze mówiąc – tak. Wątpię, żeby Polacy okazali się aż takimi złodziejami na masową skalę. Faktem jest, że taka promocja wymaga nieco odwagi – mało kto potrafi się na nią zdecydować. Oklaski dla Złotych Myśli.

Pewne kontrowersje wywołał niedawny felieton, w którym padła teza o końcu Internetu takim jaki znamy. Cóż, Polski rzeczywiście może nie dosięgnąć fala jakościowych zmian w korzystaniu z Internetu. Nie doszła do nas nawet w pełni fala tradycyjnego korzystania z serwisów www – co widać po dziesięciu minutach łażenia po stronach i po nagrodzie za innowacyjne wykorzystanie Internetu dla serwisu tvn24.pl. Litości, toż to zwykłe zamieszczenie materiałów wideo. Chociaż nie, przepraszam. Innowacja to oczywiście jest, bo w Polsce nikt wcześniej się na to nie szarpnął. Innowacja lokalna – znaczy się.

Pierwsze promyki przewidywanego przesunięcia w sposobie korzystania w Polsce z Internetu w sferze biznesowej już są. Choćby taki program o nazwie KEMA Value E-xelerator. W skrócie mówiąc, jest to program do przeprowadzania audytów jakościowych firm przez Internet. Dzięki temu badanie można przeprowadzić bez zakłócania normalnej pracy, bez wpieniających ankieterów pętających się pod nogami. Ale to nie wszystko. Wykorzystanie technologii cyfrowej pozwala na uwzględnienie specyfiki branży w audycie (wystarczy zmienić parę założeń – spróbuj zrobić to w tradycyjny sposób), połączyć badanie jakości z badaniem satysfakcji klienta (online lub offline), w prosty sposób mierzyć zmiany jakości (tabelki i wykresy robią się natychmiast). No i można takie audyty powtarzać znacznie częściej, w końcu Internet się nie męczy i jest gotowy 24 godziny na dobę. Jeśli temat Cię zainteresował, zajrzyj na stronę www.kema.pl, znajdziesz na niej więcej informacji na temat audytów przez Internet.

Gorący może wydać się news na temat zatargu YouTube z koncernem medialnym Viacom. Viacom żąda niebagatelnego odszkodowania za łamanie praw autorskich – miliard dolarów to nie w kij dmuchał. Można jednak podejrzewać, że to tylko podstęp, żeby nazwa firmy znalazła się w mediach. Wiadomo, że YouTube nie zapłaci gotówką. Co najwyżej może odstąpić nieco reklamowego tortu w zamian za podpisanie ugody. Wiadomo również, że nikt nie jest w stanie kontrolować tego, co użytkownicy wrzucają na tego typu serwis. Wymyślne filtry i boty przeszukujące powierzchnię dyskową nie zdadzą się na wiele. Musiałyby bowiem oceniać zawartość plików pod kątem treści (czyli znaczenia), a nie tylko pod kątem strumieni zer i jedynek. Żadna maszyna i żaden program tego nie potrafi. Nawet gdyby szefostwo YouTube zdecydowało się na outsourcing zespołu ludzi-strażników treści, koszty utrzymania takiego zespołu szybko zjadłyby zyski z reklam.

Wniosek? Dość prosty i mało elegancki sposób na zdobycie publicity. Czy skuteczny? Jeśli uważasz, że każdy rozgłos to dobry rozgłos, to pewnie tak. Tyle że wtedy na takiej samej podstawie e-biznes.pl mógłby zażądać odszkodowania od YouTube. Wtedy dopiero byłoby głośno :)

e-biznes.pl, 2007

Mariusz LudwińskiJeszcze goręcej

Podziel się!

O autorze

mariusz