Kubańskie władze boją się blogerów?

Opublikowano: 30 grudnia 2010. Kategoria: Rynek. Tagi: , , ,

Według dokumentów opublikowanych przez WikiLeaks, amerykańscy dyplomaci przebywający na Kubie są przekonani, że lokalny reżim bardziej obawia się lokalnych blogerów niż „tradycyjnych” dysydentów.

W kwietniu 2009 roku, Jonathan Farrar z amerykańskiej placówki dyplomatycznej w Hawanie poinformował w notatce służbowej, że kubański ruch wolnościowy stał się „stary i stracił kontakt” z przeciętnymi mieszkańcami i władzami wyspy.

Kubańskie władze boją się blogerów? 1Nie widzimy dowodów, że główna linia dysydenckich organizacji ma wielkie oddziaływanie na życie zwykłych Kubańczyków – napisał Farrar. Dodał jednak, że wsparcie USA wydaje się niezbędne; to właśnie te gruby są „sumieniem Kuby”.

W grudniu 2009 roku ten sam dyplomata informował, że władze Kuby traktują blogerów jako „jak najbardziej poważne wyzwanie”. Według mieszkańców wyspy mają „frustrować i przerażać rząd jak nikt inny”. Aresztowania i złe traktowanie mają być natomiast użytecznym narzędziem polityki względem tej grupy.

Blogerzy zdobywają międzynarodową popularność a ich zdolność do bycia o jeden technologiczny krok przed władzami powoduje poważne bóle głowy u przedstawicieli reżimu. Wierzymy, że młodsza generacja ‚nie-tradycyjnych’ dysydentów będzie miała większe znaczenie w długoterminowej perspektywie – dodał Farrar.

Dokumenty znaleźć można pod tym, tym oraz tym adresem.

Za: ReportesWithoutBorders. Grafika: principalspage.com

Dawid ZarazińskiKubańskie władze boją się blogerów?

Podziel się!

O autorze

Dawid Zaraziński

Redaktor naczelny e-biznes.pl. Twórca Instytutu Kontekstów Pracy, który dostarcza wiedzy i inspiracji w szeroko rozumianym temacie pracy. Wcześniej kierownik think tanku biznesowo-technologicznego „How To Do IT” i redaktor prowadzący internetową odsłonę magazynu „Harvard Business Review Polska”. Aktywny na LinkedIn i Twitterze.