Leniwy tydzień? Bzdura!

Opublikowano: 2 maja 2007. Kategoria: Bez kategorii. Tagi:

Leniwy tydzień? Jeśli możesz sobie pozwolić na zwinięcie interesu, to proszę bardzo. Jeśli nie, dziś dla ciebie pięć przydatnych wniosków na temat twojego e-biznesu.
Firma IVO Software i zaprzyjaźnione z e-biznes.pl wydawnictwo ebooków Złote Myśli pracują nad wielce interesującym projektem. Chodzi o uprzyjemnienie czytania ebooków – zarówno w sensie zmniejszenia wysiłku dla oczu, jak i umożliwienia czytania poza komputerem. Większość firm porusza się w obrębie zmysłu wzroku czego efektem są takie propozycje jak przenośne czytniki ebooków i elektroniczny papier. IVO poszło innym tropem – przeszło na zmysł słuchu.

Pomysł, jak wszystkie świetne pomysły, wydaje się teraz banalny. Konwersja ebooka z formy czytanej na formę słuchaną. Konwersja tekstu na mowę. Literki na dźwięki. Procedura jest prosta – wprowadzasz w specjalny program tekst (może być też plik .txt), klikasz jeden przycisk i dostajesz plik .mp3 z przeczytanym tekstem. Z empetrójką na pewno wiesz co można zrobić :)

Wydawnictwo Złote Myśli wyczuło fajną okazję i niedługo będą dostępne w formie .mp3 wydawane przez nie ebooki. Istnieje również nakładka czytająca napisy filmów. Osobiście już czekam na inwazję newsletterów firmowych w formacie mp3 czytanych przez prezesów firm. Pomysł na pewno będzie się rozwijać i na pewno dwa istniejące haczyki zostaną szybko zlikwidowane.

Haczyk pierwszy – na razie jest dostępny jeden głos męski w serwisie www.expressivo.pl i jeden męski plus jeden kobiecy w serwisie www.ivosoftware.com. Mało. Haczyk drugi – brak gry głosem. Kolejne zdania tekstu są wypowiadane podobnym natężeniem głosu i podobną intonacją. Dziwnie to brzmi, o czym możesz przekonać się słuchając przykładowej bajki Andersena. Jeśli to zostanie dopracowane, to ho ho…

Wniosek? Wyjście poza swoją działkę jest dobre, gdy szukasz możliwości polepszenia sposobu w jaki klient korzysta z twojego produktu lub serwisu.

Enter, zasłużony miesięcznik o sprawach komputerowych, zniknął z rynku. Jest to o tyle dziwne, że przecież w tym miesiącu pojawiły się reklamy telewizyjne wieszczące nową erę Entera. Gdyby życie było proste, można by powiedzieć, że to jeden z najszybszych przykładów na to jak wychodzenie z marką poza swój krąg czytelników szkodzi zyskom. Enter był zawsze czasopismem komputerowym. Sprzęt, programy, testy – wszystko co jest potrzebne fanom tej działki.

Jednak w obliczu konkurencji internetowej, serwisów zarówno ogólnych jak i specjalistycznych, Enter stracił swoją moc dla fanów. Zabrakło esencji marki, klimatu z którym utożsamiają się czytelnicy. Decyzja – wyjście poza komputery na gadżety elektroniczne i life-style oparty na technologii. Ponieważ takich serwisów też jest mnóstwo, była to zmiana z deszczu pod rynnę. W ciągu miesiąca Enter zwinął manatki. Kilkanaście lat historii czeka teraz na pomysłowego inwestora, który wykupiłby prawa do tytułu, tchnął koncepcję nowego ducha i powrócił na rynek.

Wniosek? Moc powinna być z tobą. Klimat, którym jest przesiąknięta każda podstrona twojego serwisu. Indywidualny rys, osobiste spojrzenie na rzeczywistość. Może być krzywe – dopóki jest inne.

Endemol, znany producent rozrywkowych programów i turniejów telewizyjnych, planuje wejść na rynek z internetowymi odpowiednikami swoich przebojów. Chcesz być bohaterem "Big Brothera", "Milionerów", "Grasz czy nie grasz" lub "Fear Factor"? Już niedługo zostanie oddany do dyspozycji serwis, w którym stworzysz swój internetowy endemolowy odpowiednik. Ten odpowiednik będzie brał udział w programach, oczywiście ty będziesz nim kierować.

Przedsmak emocji oferuje serwis pokera online www.pkr.com.

Niewątpliwie znajdzie się mnóstwo chętnych na tego typu cyfrową rozrywkę. Format telewizyjny jest limitowany, istnieje ograniczona ilość osób, które mogą wziąć w nim udział. W Internecie nie ma takich ograniczeń. I z tego powodu ten pomysł się uda. Mimo braku fizycznej obecności, emocje zwycięstwa i porażki będą realne, a to właśnie emocje (a nie fizyczne doświadczenie) są najważniejsze w tego typu programach (pomijając potencjalny seks w "Big Brotherze"). Na temat opłat na razie nie ma informacji, powinny być jednak one na tyle niskie, żeby nie odstraszyły ludzi. No i proces tworzenia własnego odpowiednika powinien być maksymalnie przyjazny i prosty. W końcu miliony osób nie rozumieją "Teleekspresu".

Wniosek? Ludzie potrzebują emocji. Internet, mimo że to twór zimnej technologii, potrafi generować emocje. Pomyśl jak możesz w swoim serwisie uruchomić ludzkie emocje.

Internet i polityka to udany mariaż i od tego nie ma odwrotu. Kampania prezydencka w Stanach, kampania prezydencka we Francji. Ta fala za parę lat dojdzie do Polski. Blogi polityków przestaną być bezwyrazowymi przejawami pseudo kreatywności ((tribute to Jean Baudrillard, salute!) piarowców od siedmiu boleści. Serwisy internetowe polityków i partii będą aktualizowane na bieżąco, a nie co wybory.

Oczywiście nie do końca jest tak wesoło. Rzeczywistość, a dokładnie rzeczywistość prawna, zwyczajowo ma opóźnienie z dostosowaniem się do tego co faktycznie istnieje. Najjaskrawszym tego przykładem jest anachronizm ciszy wyborczej. To jest fikcja i trzeba to głośno powiedzieć. Jedziesz po mieście i widzisz plakaty i bilbordy kandydatów. Wchodzisz do Internetu i odwiedzasz stronę kandydata. W sytuacji faktycznego przestrzegania ciszy wyborczej, bilbordy powinny zostać usunięte, a strona zamknięta. Tak naprawdę, to kandydaci powinni siedzieć zamknięci w swoich domach i nie wychodzić na dwór, żeby swoją osobą nie prowadzić kampanii wyborczej. Skończmy więc z tą fikcją.

Dodatkowym problemem, na razie w przypadku wyborów we Francji, są blogi. Otóż na blogach można zamieszczać pierwsze wyniki wyborów, wyniki szacunkowe, zebrane własnymi siłami przez internautów. Na to jednak nie zezwala prawo. Prawo zezwala jednak na to, aby dziennikarze dostawali nieoficjalne informacje z komisji wyborczych lub z centrum wyborczego. Chodzi więc o nierówne traktowanie i nierówny dostęp do informacji. Blogerzy zamierzają więc na absurd odpowiedzieć absurdem i przenieść blogi na zagraniczne serwery. W innym kraju prawo francuskie nie działa i można zamieszczać wstępne wyniki wyborów.

Oczywiście pod adresem francuskiego odpowiednika Państwowej Komisji Wyborczej lecą w Internecie bluzgi i głosy oburzenia. Wszystko z powodu braku odwagi do zaakceptowania zmian i uaktualnienia martwych przepisów. Konserwatyzm? Maruderyzm? Oto nasza państwowa rzeczywistość. Nie tylko francuska.

Wniosek? Z wojny między rzeczywistością Internetu a przepisami prawa zwycięsko wyjdzie rzeczywistość. Nie walcz z tym. Walka niszczy wyłącznie twój wizerunek. O zyskach nie wspominając.

Tyle fajnych wiadomości. Tyle możliwości. Taki potencjał. A teraz powrót na ziemię – badania wykazały, że połowa firm nie odpowiada na przysyłane do nich maile. Na szczęście wśród tych co odpowiadają, aż dwie trzecie odpowiada w ciągu 24 godzin, które uważa się za standard etykiety w komunikacji emailowej. Pięć lat temu przeprowadzono podobne badanie. Wyniki były takie: 86% firm odpowiadało na maile, a trzy czwarte z tych co odpowiadają robiło to w ciągu 24 godzin.

Wniosek? Jeśli ty nie odpowiadasz na maile, co najmniej jeden twój konkurent robi to znakomicie. I niedługo twoi klienci do niego przejdą.

e-biznes.pl, 2007

Mariusz LudwińskiLeniwy tydzień? Bzdura!

Podziel się!

O autorze

mariusz