Wiesz czym ludzie głównie zajmują się w pracy? Co za pytanie, odpowiesz. Jasne że pracowaniem. Logiczne, ale niezgodne z prawdą. Otóż pracodawcy uważają, że pracownicy myślą tylko o tym jak pooglądać najnowsze zdjęcia Dody, skomentować ostatni odcinek Tańca z Gwiazdami, kupić używaną sokowirówkę na Allegro i poobstawiać zakłady u wirtualnych bukmacherów. Precz z pracą, precz z obowiązkami.
Obijactwo w pracy ma dwie strony medalu. Pierwsza, wyżej opisana, to punkt widzenia pracodawców przywiązanych do przestarzałych taylorowskich ideałów maksymalizacji pracy. O drugiej, czyli o punkcie widzenia pracowników, opartym na podstawowych zasadach higieny pracy, mało kto wspomina.

Jak powszechnie wiadomo, umysł ludzki nie jest w stanie pracować z jednakową wydajnością osiem godzin dziennie bez przerwy. Wartość przeciętna wynosi 4-5 godzin, jeśli praca jest ciekawa dla pracownika lub jeśli wiąże się ze zmianami miejsca pobytu (na przykład odwiedzanie klientów). Jeśli praca ma charakter rutynowy, 2 godziny wystarczą do pojawienia się pierwszych oznak zmęczenia (ziewanie, klejenie oczu, spadek koncentracji). Jeśli mowa o uczniach i studentach, to ten okres skraca się czasem do zaledwie 10 minut (nudny nauczyciel lub usypiający wykładowca).

Potrzebna jest zatem przerwa. Jak długiej potrzeba, żeby umysł odpoczął? 15-30 minut oderwania od poprzednich zajęć powinno wystarczyć. Można ten czas spędzić na pogawędce, zjedzeniu czegoś lub właśnie w Internecie.

Kiedyś to było lepiej. Nie było Internetu, więc pracownicy godzinami wystawali przy automatach z kawą lub na papierosie przed budynkiem firmy. Albo nudzili się (a nuda powoduje większe spustoszenie w wydajności pracy niż jakakolwiek aukcja w Internecie). Albo popadali w otępienie, przerywane od czasu do czasu podłożeniem palca pod element tnący maszyny.

Ciekawe, czy pracodawcy narzekający na pracowników-obiboków poświęcili choć 5 minut na to, żeby zastanowić się dlaczego pracownicy się obijają. Chyba to nie jest tak, że ludzie chodzą do pracy z zamiarem obijania się. Coś musi być nie tak z kulturą w firmie, skoro pracownicy nie mają przerwy. Coś jest nie tak ze wzajemnymi stosunkami, skoro pracownicy przesadzają z siedzeniem w necie. Coś jest nie tak z obowiązkami w pracy, skoro lepiej jest siedzieć na aukcji. Coś jest nie tak z pracą i z motywacją do pracy, skoro ludzie nie chcą zarabiać pieniędzy. Czym się więc zajmują w takiej firmie menedżerowie? Bawią się w strażników więziennych? Co robi dział zasobów ludzkich? Bawi się w kontrolerów połączeń sieciowych?

Dajcie spokój. Wszyscy jesteśmy dorośli. Zabieranie dziecku zabawki tylko po to, żeby usiadło do odrabiania lekcji już dawno przestało być odpowiednie wychowawczo. W stosunku do dorosłych trzeba w ogóle postępować inaczej, ponieważ relacje rodzic-dziecko pomiędzy dwojgiem dorosłych prowadzą do dysfunkcji i zaburzeń osobowości. Nie tylko podczas pracy, ale i poza nią. O tym powinien myśleć dział HR.

A więc, młodzi Polacy, nie wyjeżdżajcie dorabiać Irlandczyków czy innych Brytyjczyków. Zostańcie w kraju, tutaj też potrzeba robotów do pracy w warunkach rodem z początków XX wieku.

Ironia ironią, ale nie wszyscy pracodawcy są tacy. Tylko czemu o tym głośno nie mówią? Odcięcie się od trendu to jeden z lepszych sposobów na wciśnięcie się do mediów z informacją PR.

A może po prostu wszyscy PR-owcy wyjechali już do Irlandii?

e-biznes.pl, 2006