Polska na salonach

Opublikowano: 2 stycznia 2007. Kategoria: Bez kategorii. Tagi:

Świąteczno-noworoczny sezon 2006 upłynął w polskich telewizjach pod znakiem przebrzmiałych pseudopopisów artystów z playbacku. Natomiast widzowie BBC World i CNN mogli zobaczyć znacznie ciekawszą rzecz – reklamówkę Polski-kraju nowoczesnego, dynamicznie się rozwijającego i atrakcyjnego dla inwestorów. Co było gorsze?
Musisz ocenić samodzielnie. Jakość pseudopopisów chyba znasz, w ciągu całego wieczora sylwestrowego na pewno Cię trafiło na którymś kanale. Jakość reklamówki możesz sprawdzić np. w portalu Gazeta.pl pod tym linkiem. O treści reklamówki nie będziemy mówić w podsumowaniu, ale kilka zdań na temat jej przyczyn i efektów trzeba powiedzieć.

W newsie na gazeta.pl powinno rzucić Ci się zdanie pana Jakubczyka, że są elementy nad którymi trzeba popracować, takie jak spójność przekazu czy wyróżniki Polski. Te dwa elementy są akurat najważniejszymi w przekazie reklamowym.

Można sobie wyobrazić taką sytuację: jakiś wiceprezes ogląda akurat wiadomości gospodarcze (najwyżsi prezesi osobiście tego nie robią, mają od tego analityków medialnych) i widzi, że Polska to kraj atrakcyjny dla inwestowania. Mówi o tym prezesowi i obaj zgadzają się, że warto to sprawdzić (wersja optymistyczna – wersja pesymistyczna byłaby taka, że prezes stwierdza, że i tak w Chinach są najniższe koszty produkcji). No więc wiceprezes zleca firmie analitycznej przygotowanie raportu na temat Polski pod względem gospodarczym i inwestycyjnym.

Załóżmy optymistycznie, że badaczom chce się przeprowadzić rzetelne badanie, więc zbierają informacje z różnych źródeł. Z tych łatwych jak media, serwisy internetowe, wypowiedzi znajomych przedsiębiorców (byłych lub obecnych inwestorów w Polsce) i z tych trudnych jak ustawy, dane pochodzące z polskich izb handlowych i innych instytucji wspierających. Wersja pesymistyczna – skupiają się jedynie na mediach. Cóż ci badacze znajdą i czego się dowiedzą? Nie trzeba pisać, wiadomo dobrze.

Raport trafia do wiceprezesa i prezesa. Czytają go, kiwają głowami. 'I co robimy? Inwestujemy w tym śmiesznym kraju?'. Dwa wyjścia. W pierwszym zyskujemy inwestycję, ponieważ da się na tym zarobić (choć Polska to nie Chiny i nie da się aż tak eksploatować pracowników). W drugim prezes macha ręką i zleca przygotowanie kolejnego raportu, tym razem dla dwóch nowych członków UE, jeszcze biedniejszych i jeszcze bardziej łaknących inwestycji niż Polska (czyli pójdą na większe ustępstwa). Nie ma lekko w tej Unii, panie, oj nie ma.

Druga ważna sprawa jest taka, czy Polska (w sensie gospodarka polska) wciąż potrzebuje nowych inwestycji zagranicznych. Rząd być może potrzebuje pieniędzy od inwestorów do załatania budżetu. Czy ludzie potrzebują pracy za 600 zł brutto na pełen etat? Czy chcemy być gospodarczo drugimi Chinami, fabryką Europy Wschodniej, czy też Koreą Południową, innowacyjnością Europy Wschodniej? Warto o tym pomyśleć również w swoim biznesie internetowym. Czy idziesz drogą Chin i tniesz na maksa ceny, czy idziesz drogą Korei i dajesz ekstra wartość za wyższą cenę? Nie potrzeba inteligencji do niskich cen. Potrzeba jej za to do wytworzenia dodatkowej wartości. Zaczął się nowy rok, może warto zrewidować swoją strategię cenową?

Poprzedni felieton "Temat Tygodnia" był setnym z kolei. Wszystkim, którzy się doliczyli i przysłali z tej okazji podziękowania, w tym miejscu serdecznie dziękujemy całym redakcyjnym gronem.

e-biznes.pl, 2006

Mariusz LudwińskiPolska na salonach

Podziel się!

O autorze

mariusz