Czy Google jako firma cierpi na marketingową schizofrenię? Jako stały czytelnik podsumowań na pewno kojarzysz, że nieraz firma ta gościła na naszych łamach. Zazwyczaj kiedy oznajmiali wejście w nowy obszar działalności, na którym kompletnie się nie znali. Taka praktyka jest znana jako dywersyfikacja „na pałę”, co jednoznacznie oddaje jej celowość.
Jednak na szczęście dla siebie samej Google ciągle mocno trzyma się swojej wyszukiwarki i parę tygodni temu zostało to docenione najwyższym zaszczytem jaki może otrzymać marka – jej nazwa stała się oficjalnym wyrazem w słowniku w randze czasownika. Na pewno znasz kilka podobnych przykładów. Najbardziej znanymi są kserować, które pochodzi od firmy Xerox, oraz cola, pochodząca od Coca-Coli (o takim statusie Pepsi może tylko marzyć). Dobrze prowadzona marketingowo firma (czytaj – firma o właścicielach z wyczuciem marketingowym) ochoczo by się tym chwaliła, a dział PR dostałby znakomity pretekst do zarzucenia mediów informacjami.
Co tymczasem zrobiło Google? Do głosu doszli prawnicy-laicy w sprawach marki i zamiast pochwalnych peanów na cześć firmy, poszły w świat informacje o treści "używanie w ten sposób nazwy nie jest dobrą reklamą dla opatentowanej nazwy".
Pewnie w tym momencie wydaje Ci się, że Google to banda głupków, którzy tylko dzikiemu fartowi zawdzięczają sukces. A co powiesz, gdy dowiesz się, że w swoim mieście (tam, gdzie mają siedzibę) Mountain View firma ta wprowadziła bezprzewodowy dostęp do netu? W całym mieście, liczącym ponad 70 tysięcy mieszkańców! Głupki tak nie robią, głupki nie przejmują się społeczeństwem lokalnym!
Schizofrenia. To jedyne logiczne wyjaśnienie. Jest jeszcze kilka innych wyjaśnień, ale one już logiczne nie są. Może powstał konflikt w gabinetach wiceprezesów, z których każdy działa na własną rękę. Może po prostu jakiś menedżerek dostał butelką wody sodowej po głowie i zmusił piarowców do wysłania bzdurnego materiału do mediów.
Schizofrenia działania nie dotyczy wyłącznie Google. To może dotknąć każdą firmę, która nie będzie zarządzana w jednym kierunku. Każda firma, której prezesi nie mają konkretnej misji do wykonania, w końcu zjedzie z autostrady sądząc, że znalazła magiczny skrót, na który nikt inny wcześniej nie wpadł.
Weźmy aktywistów praw autorskich, którzy tak bardzo uprzykrzają życie ludziom wymieniającym się muzyką. W jaki sposób zareagują na serwis, za pośrednictwem którego ludzie wymieniają się książkami? Czy wprowadzą zabezpieczenia odczytu w książkach? Jeśli nie chcą pokazać swojej schizofrenii, to literacka kopia RIAA powinna podać do sądu i pozamykać firmy pocztowe i kurierskie (bo dzięki nim następuje piracka wymiana egzemplarzy), wyposażyć każdy egzemplarz książki w kłódkę (albo jeszcze lepiej w bramkę na monety – chcesz przeczytać, to wrzuć monetę) lub też zmusić drukarzy do używania atramentu, który po godzinie wyparowywuje, lub papieru, który po godzinie dokonuje samospalenia. W grę wchodzi również namierzanie książek GPSem, choć tu pojawia się kwestia, co zrobić z egzemplarzami w samolotach? Terroryści mogą wykorzystać tę technologię do odpalania ładunków!
Dziwne, ale w tym przypadku schizofrenia wydaje się najbardziej normalną i racjonalną reakcją. W końcu już od tygodnia (czyli poprzedniego podsumowania) wiesz, że żyjemy w rzeczywistości fikcyjnej. Schizofrenia świetnie do niej pasuje.
Na przyszły tydzień szykują się dwa wielkie newsy – subiektywny przegląd zestawienia 50 najmodniejszych serwisów internetowych Time'a oraz wstrząs netu, który przeszedł bez echa. Nie zapomnij wpaść w najbliższy poniedziałek!
e-biznes.pl, 2006

