System wymiany plików Kazaa już od dawna nie miał tego blasku co kilka lat temu. Właściwie została sama nazwa i najwięksi maniacy hołdujący wypracowanemu przywiązaniu. Dlatego informacja o tym, że Kazaa przeszła na poprawną stronę przemysłu muzycznego niespecjalnie elektryzuje. Ciekawsze jest to, co dzieje się wokół całego rynku muzyki w Internecie. A dzieje się ciekawie, szczególnie dla słuchaczy.

Rzecz pierwsza – wytwórnie uporczywie twierdzą, że zamykanie sieci P2P zwiększy ich przychody ze sprzedaży muzyki. Sory za sceptycyzm, ale uwierzymy, jak zobaczymy wyniki badań przeprowadzonych na odpowiednio dużej próbie badawczej. Druga rzecz – sprzedaż płyt pod względem ilości już nigdy nie wróci do poprzedniego stanu, jeśli słuchacze nie będą dostawać czegoś ekstra w pudełku z płytą. Gry komputerowe wydaje się w pudełkach, gdzie prócz płyty jest instrukcja i gadżety. Może warto byłoby pójść w tym kierunku? Rzecz trzecia – muzyka przestała być produktem niszowym, więc i ceny niszowe (czyli wysokie) już nie mają pokrycia. Nikt nie kupi popularnego produktu za luksusową cenę. Nie ma mowy.

Rzecz kolejna czyli pełna kontrola. Ta najwyższa wartość jaką oferuje Internet w przypadku muzyki przybrała postać możliwości słuchania dowolnego utworu w dowolnym momencie. Ludzie już nie powrócą do słuchania pełnych płyt. Rynek zmienił się nieodwracalnie. Kiedyś kupowano single, żeby posłuchać jednej ulubionej piosenki. Jeśli akurat nie została wydana na singlu, to trzeba było kupować całą płytę dla tej jednej. Teraz wystarczy kupić tylko tę jedną piosenkę, o którą chodzi.

O ile jednak zatwardziałe stanowisko wytwórni da się wyjaśnić logicznie (nie chcą dopuścić do zmniejszenia własnych dochodów), tak stanowiska artystów popierających wytwórnie płytowe już nie bardzo. Czego oni bronią? Zakontraktowanych 30%? Spójrzmy na to z innej perspektywy. Czytałaś kiedyś wywiad, w którym zespół stwierdził, że sprzedaż płyt zapewnia mu odpowiednie dochody? Nie, zawsze zespół mówi, że sprzedaż płyt, owszem, jest ok, ale zarabiają głównie na graniu koncertów. Weźmy taką Metallicę. Sprzedaż jej Czarnego Albumu przekroczyła 10 milionów egzemplarzy, a w ogólnoświatowych koncertach promujących wzięły udział setki milionów fanów. Pytanie więc oczywiste – skąd u licha oni się tam wzięli? Oczywista odpowiedź – bo słuchali piratów (może jeszcze nie z netu, a z kaset :). W przypadku mniejszych zespołów zmienia się skala, ale zależność pozostaje ta sama. Na czym zespół więcej zarobił, na koncertach, czy na płytach, odpowiedz sobie sama.

Dlaczego więc zespoły twardo obstają przy wytwórniach zamiast wykorzystać dobrodziejstw P2P dla siebie? Może dlatego, że nie wiedzą, że tak można. Może myślą, że to się nie opłaca. Może dlatego, że mimo medialnego hurra-optymizmu na Internet mentalnie wciąż tkwimy w latach 80-tych. Dziadowskich, tandetnych, ale znajomych. Wciąż boimy się Internetu? Niestety tak. I obyśmy się mylili, ale by to zmienić potrzebne jest następne pokolenie.

Autorzy: Renata Grunert & Mariusz Ludwiński

e-biznes.pl, 2005