Wiosna idzie, trzeba zrzucić trochę brzuszka :)

Są różne sposoby – chodzenie na siłownię, dieta… albo praca.

Taak, gdybym pracował jako planista, to bym się nie musiał martwić. Ta grupa społeczna ma w najbliższych miesiącach gimnastykę zapewnioną.

A oto dlaczego.

Wróble ćwierkają, że najpóźniej za pół roku na terenie Gdańska będzie można korzystać z tego rozwiązania – bezpłatny dostęp do Internetu dzięki technologii WiFi (przesył radiowy). Jeśli faktycznie cały obszar miasta znajdzie się w zasięgu, to URTiP dostanie mocnego prztyczka w nos. Zwłaszcza, gdy rozwiązanie to podłapią inne miasta. Żegnajcie Neostrady i inne chella, wystarczy odpowiednia karta w komputerze.

A wtedy biedni, oj, biedni będą planiści TP. Czeka ich niebywała gimnastyka, żeby osiągnąć poziom 3% zysków w obecnym roku (o których pisałem w ubiegłym tygodniu). Dalszy rozwój komórek, agresywna ekspansja głosowych połączeń przez Internet, a teraz jeszcze WiFi. Na czym ta biedna firma może zarabiać? Niezbyt wiele możliwości jej zostało. Dochodzi jeszcze płacony regularnie haracz za nowe logo.

Może wyjściem byłoby obcięcie pakietu socjalnego przeznaczonego na sport i rekreację (jeśli takowy mają)? W końcu pracownicy będą mieli gimnastykę każdego dnia.

Ale to nie koniec.

W Gdańsku mają jeszcze zamiar testować nowy standard przesyłania danych Wmax. Kilkaset razy szybszy przesył oznacza szybsze ściąganie MP3 i filmów. Serwisy z płatną muzyką (nie piszę legalną, bo to na jedno wychodzi) pewnie zacierają ręce, bo im szybciej się ściąga, tym więcej można ściągnąć. A im więcej można ściągnąć, tym więcej pieniążków wpłynie na konto.

O ile serwisy z płatną muzyką mogą się cieszyć, to serwisy z płatnymi filmami już nie – bo ich po prostu nie ma! Jest na nie zapotrzebowanie (wg badania firmy Forrester Research, w ciągu ostatnich trzech miesięcy 5% użytkowników Internetu ściągnęło co najmniej jeden film z Internetu, zaś jeden na trzech pobierających skopiował 3 lub więcej filmów), ale wielkie studia filmowe podobno nie kwapią się z zapewnieniem struktur podaży. Może potrzebują stracić jeszcze więcej milionów dolarów, żeby zauważyć, że rynek nieodwracalnie się zmienia?

Cóż, nie mój wóz, nie będzie mnie wiózł. Ale nie zazdroszczę planistom ze studiów filmowych – oni też będą musieli się gimnastykować, by wypełnić założone plany.

Ciekawi mnie też zestaw ćwiczeń, jaki zarząd zaaplikował dyrektorom radia Zet, którzy zatwierdzili koszmarną kampanię z Madonną. Ostatnio ukazały się wyniki 'słuchalności' (czyli radiowej oglądalności) i co? Zet osiągnęło podobno najniższy poziom od kilkunastu miesięcy. Nie wiem, czy nikomu nie wpadło do głowy przeprowadzić ankietę wśród słuchaczy? Może niewielki panel konsumencki? Może trochę zdrowego rozsądku? Madonna jest na świecie znaną artystką, ale czy na jej koncert w Polsce bilety rozeszłyby się na pniu? Jeśli tak, to czy wśród 'elit' czy wśród ludzi, którzy mogą słuchać radia? Parę takich prostych pytań dałoby bardzo cenne odpowiedzi. Ale może niektórzy lubią się gimnastykować?

Podczas pisania tego felietonu doszedłem do wniosku, że tracenie brzuszka w pracy mi nie odpowiada. Chyba wrócę do treningów w Dance Dance Revolution (DDR to gra na konsolę wideo PlayStation, w której skacze się na macie w rytm świetnych dyskotekowych piosenek). Zawsze to lepiej dla zdrowia poskakać godzinkę 2 razy w tygodniu niż gimnastykować się w pracy 8 godzin dziennie 5 razy w tygodniu. Dla zdrowia psychicznego – rzecz jasna :)

Mariusz Ludwiński

e-biznes.pl