Rząd Tajlandii jest pierwszym na świecie, który poparł oficjalnie możliwość cenzurowania treści w serwisie Twitter. Wcześniej Twitter zapowiedział, że będzie filtrował treści swojego serwisu w krajach mających nieco inne spojrzenie na wolność słowa, o czym pisaliśmy w ubiegłym tygodniu.
Tajlandia jest krajem, w którym karalne jest krytykowanie króla i rodziny królewskiej. Jest to traktowane jako przestępstwo i z racji
tego odpowiednie organy karzą osoby i instytucje dopuszczające się takich wykroczeń. W ubiegłym roku rząd nakazał Facebookowi usunięcie ponad 10 tys. stron naruszających prawo Tajlandii. Krytyka króla i rodziny królewskiej stała się podstawą zablokowania pewnego video w serwisie YouTube w 2006 roku.
Ministerstwo Informacji, Komunikacji i Technologii w Tajlandii wystosowała dwa wnioski do właścicieli YouTube o usunięcie 225 filmów z serwisu za rzekome obrażanie monarchii i łamanie prawa Tajlandii. Tajscy użytkownicy YouTube mają znacznie ograniczony dostęp do treści filmowych.
Rząd Tajlandii w sposób pozytywny zaopiniował możliwość cenzurowania Twittera. Cenzura internetu pod względem naruszania obowiązującego w Tajlandii prawa jest powszechnie praktykowana. Obywatele nie mogli wypowiedzieć się w zakresie możliwości cenzurowania serwisu Twitter, czy Facebook, ponieważ nie zorganizowano żadnej kampanii informacyjnej na ten temat.
Obraza królewskiego majestatu w Tajlandii może skończyć się wyrokiem więzienia. Tak stało się w przypadku 61-letniego mężczyzny, który dostał w ubiegłym roku wyrok 20 lat pozbawienia wolności za wysyłanie wiadomości SMS. Dwa i pół roku spędzi w więzieniu obywatel Tajlandii i USA za tłumaczenie zakazanej książki o królu w Tajlandii. Na razie nie zostały zgłoszone żądne aresztowania związane z Twitterem w Tajlandii.
za: thenextweb

