Wiosenna przemiana materii

Opublikowano: 16 stycznia 2007. Kategoria: Bez kategorii. Tagi:

Proces jest prosty. Najpierw wchodzi coś pysznego. Potem coś się dzieje w trakcie, jest jakaś akcja, emocje. Na końcu zostają tylko śmieci, których trzeba się pozbyć.
Prawu przemiany materii uległ Metropol, zielonologowy codziennik bezpłatny rozdawany na ulicach. Do tej pory gazeta się trawiła, uwalniała energię, poprawiała nastrój w drodze do pracy. Jednak było wiadomo, że wkrótce nadejdzie pora na usunięcie. Niedostępność gazety w kluczowych miejscach o kluczowym czasie (gazeta do czytania powinna być rozdawana na peryferiach, a nie w centrum) była gwoździem do trumny. To nie poziom merytoryczny newsów, to nie brak dłuższych artykułów, to wreszcie nie wina nowego layoutu (o niebo gorszego niż stary) spowodowała podjęcie decyzji o pozbyciu się tytułu. Po prostu liczba zwrotów czyli nierozdanych egzemplarzy była tak duża, że reklamodawcy wzięli nogi za pas. A w przypadku gazety bezpłatnej, kasa z reklam to jedyne źródło szczęścia.

Kilka miesięcy temu pękła mała bańka na temat wirtualnych dzienniczków ucznia. Pomysł sprawdzania online postępów dziecka, z gruntu niepedagogiczny, bardzo szybko przeszedł naturalną drogę przemiany materii. "Wirtualny dzielnicowy" to kolejny pomysł tego typu. Na razie jest to projekt pilotażowy, ale nie ma złudzeń, że uda mu się powstrzymać soki trawienne.

Według informacji prasowych, "wirtualny dzielnicowy" polega na tym, że zostało założone forum internetowe, na którym można kontaktować się z policjantami po wpisaniu osobistego hasła. Prócz tego można wysłać policjantom maila. Policjanci oczywiście solennie obiecują odpowiadać na pytania. Co ciekawe, nie można w ten sposób powiadomić np. o niszczeniu ścian, bójce pod śmietnikiem lub świeżej psiej kupie na środku chodnika.

No to w jakim celu powstał "wirtualny dzielnicowy"? Co długoterminowego mogą pisać do policjantów mieszkańcy? Poza tym nie wszyscy będą z tego mogli skorzystać (trzeba mieć kompa i Internet). No i czarno też wygląda standardowa skuteczność odpowiedzi urzędów na maile. Ale akurat tutaj chyba nie ma problemu, ponieważ policjanci nie mają nic do roboty, nie muszą łapać przestępców i patrolować ulic, więc z przyjemnością będą wystukiwać odpowiedzi.

Najważniejszą kwestią jest jednak zaufanie. Dzielnicowi rzadko angażują się w życie mieszkańców swojego rejonu – stąd są traktowani jako wirtualni (w sensie – nieistniejący) dzielnicowi. Oficjalne nazwanie dzielnicowych "wirtualnymi" (w sensie – internetowi) tylko potwierdza fakt, że w życiu codziennym coraz bardziej jesteśmy zdani na samych siebie.

Idealnie w dzisiejszym klimacie jest informacja o zbliżaniu się do Polski zombie. Burger King postanowił wrócić i skosić nieco kasy od żarłocznych menedżerów stołujących się poza firmowymi kawiarniami. Czy to oznacza, że zniknie nieco restauracji KFC (ten sam właściciel) w strategicznych punktach, żeby zrobić miejsce BK? Inaczej trzeba byłoby wydać niezłą kasę na nowe lokalizacje. Nie zdziw się więc, gdy pewnego dnia ulubiona restauracja KFC zmieni się w coś innego.

Z przemianą materii wiąże się jeszcze jeden news z zeszłego tygodnia. Ogłoszono wyniki internetowego badania "Wartości dla biznesu". Ponad 97 procent zbadanych marketingowców zgodziło się, że określenie wartości firmowych może pomóc w definiowaniu marketingowych przekazów i podejmowaniu strategicznych decyzji dotyczących komunikacji w firmie. Ci sami badani w procencie o poziomie 75 powiedzieli, że sięga po nie rzadziej niż po inne instrumenty marketingowe. To badanie domaga się dwóch zdań komentarza.

Po pierwsze, szkoda że badani (ani badacze) nie zastanowili się dłużej na tym, w jaki sposób określenie firmowych wartości może pomóc przy pracy nad przekazami marketingowymi? Na zasadzie pustego sloganu, który klienci i tak omijają – owszem tak. Efektywność wartości firmowych polega na przesyceniu nimi procesów oraz realizujących je pracowników, a nie na 15 sekundach reklamy lub banerze internetowym.

Rzecz druga, znamienne jest, że tak duży procent w ogóle nie sięga po wartości w ramach swojej pracy. Z pustego i Salomon nie naleje, prawda? Lepiej trzymać się wytartych ścieżek reklamy, płakać i płacić coraz wyższe ceny niż nieco zboczyć w gąszcz. Tradycyjna reklama zbliża się do końca trawienia i jeśli nie zdobędzie wkrótce nowej siły, zostanie usunięta z organizmów biznesowych. To nie jest przypuszczenie. Tak po prostu przebiegają te procesy. Sama natura, czyste 100 procent.

e-biznes.pl, 2007

Mariusz LudwińskiWiosenna przemiana materii

Podziel się!

O autorze

mariusz