Złe pytania

Opublikowano: 2 sierpnia 2007. Kategoria: Bez kategorii. Tagi:

Sąd Najwyższy wydaje wyrok, z którego wynika że należy rejestrować prasę internetową. Jasne, wszyscy za!
Tyle że sformułowanie "prasa internetowa" jest wewnętrznie sprzeczne (media nie przechodzą w siebie, tak jak prasa nie połączyła się z telewizją, chyba że za takie coś uznamy telegazetę) i bardzo niejednoznaczne. W realu wiadomo co jest gazetą – bez rejestracji nikt nie przyjmie gazety w kolportaż, a więc nie będzie sprzedaży i zysków. Ale w Internecie? A co z całą awanturą o media obywatelskie? O społeczeństwo sieci? A co z publikacjami o charakterze niezarobkowym? Przepisy ciągle pozostają w tyle za życiem. Czemu nikt z tym nic nie robi?

Właśnie to był przykład złego pytania. Nikt na nie nie odpowie, choć jest ono całkiem sensowne.

Microsoft za trzy lata planuje kolejną wersję Windowsa. Złe pytanie – po co komu tak szybko nowy system? Na zdrowy rozum myśląc, jeśli ktoś jedzie wciąż na starym dobrym XP, po co będzie pakował kasę w Vistę? Ok, zadajmy sobie inne pytanie. Po co Microsoftowi tak szybko nowa kasa? Czyżby nie wszystko szło jak zwykle? Czyżby potrzebowali mnóstwo kasy na podpakowanie konkurencji Google?

Akurat to działanie może być bez sensu, bo jak pokazało jedno z ostatnich badań internautów, ludzie sieci nie ufają wynikom wyszukiwarek. Nie jest to wcale dziwne, bo wyszukiwarki nie działają przecież na podstawie obiektywnej wartości tekstu, a na podstawie matematycznych wzorów (PWN wydało książkę "Marketing z Google", można tam co nieco poczytać o jakości wyszukiwania Google). Problem oczywiście jest taki, że na razie nie ma alternatywy dla Google. Wiki to inna działka, a osobiste systemy notatek jak Brain czy Squidoo są zbyt mało popularne.

Wyszukiwarki zaś dobrze wiedzą, że nie muszą się aż tak starać. I tak kasa płynie do nich szeroko. Wg badania firmy Outsell amerykańscy marketingowcy przeznaczą prawie 6 procent swoich budżetów promocyjnych na mailingi i pozycjonowanie w wyszukiwarkach. To naprawdę sporo zielonych papierów. I jakoś nikomu nie przeszkadza nieścisłość wyszukiwania. Na pewno wiąże się to z bardzo ludzkim podejściem, które nazywa się teorią wystarczającej użyteczności (rzecz lub działanie nie musi być idealne, żeby było skuteczne – wystarczy żeby było wystarczająco użyteczne).

A żeby dopełnić obrazu schizofrenii, inna wywiadowana grupa marketerów powiedziała, że choć docenia rolę serwisów www w strategii promocji firmy (super, w roku 2007), to nie są oni zachwyceni treścią tworzoną przez użytkowników (chodzi o Web 2.0). Jak to więc jest – hype w mediach, a w praktyce tradycyjny strach przed poluzowaniem smyczy konsumentom?

Ale tak już jest z tymi marketerami, talentami marketingowymi. Oczywiście tymi, które się nie szlifują :) A skąd mają się szlifować, jeśli nie wiedzą jak mają to robić? Znów złe pytanie. Wiadomo jak to robić. Są na rynku książki, w tym "Zarządzanie talentami" z Difinu i "Magia rozwoju talentów" z IFC Press. Są organizowane programy, szkolenia i warsztaty (jak szkolenie promocyjne z "Magii rozwoju talentów"). Oczywiście, duża rola spoczywa na menedżerach i pracodawcach.

Ale nikt z nas nie jest bez winy. Każdy z nas popełnia grzech zaniechania rozwoju własnego talentu. Jak można było dowiedzieć się ze wspomnianego warsztatu opartego na książce "Magia rozwoju talentów" jedną z najgorszych pułapek, która powstrzymuje nas przed rozwojem własnych talentów, są nasze własne przekonania na temat talentów. Przyzwyczailiśmy się postrzegać talent jako coś wyjątkowego. Jako dar dostępny dla nielicznych szczęśliwców, którzy otrzymują fuksiarski los na loterii życia i mogą osiągnąć pełnię sukcesu. Co można zrobić, gdy nie dysponuje się talentem na miarę Małysza, Kubicy czy Błaszczykowskiego? O, znów złe pytanie.

Dobre pytanie powinno brzmieć "Co można zrobić dysponując tym talentem który mam?". Każdy z nas ma jakiś talent. Ale go nie doceniamy. Uznajemy za coś oczywistego, za coś pospolitego, czym nie warto się chwalić, jeśli nie chce się zostać wyśmianym. Stworzyliśmy społeczeństwo, w którym ktokolwiek kto chce pokazać swój dar, zostaje natychmiast zrównany z ziemią. Nazywamy to procesami społecznymi albo prawem (Sąd Najwyższy rzucający kłody pod nogi internautom z talentem do pisania z pewnością coś wie na ten temat). I godzimy się na to. Bo to przecież prawo. Trzeba go przestrzegać, prawda?

Znów złe pytanie. Niewątpliwie wszyscy posiadamy jeden powszechny talent, którym absolutnie nie należy się chwalić: dar do zadawania złych pytań. I niestety nazbyt często z niego korzystamy. To wygodne, ale nas niszczy. Dlaczego mimo to wciąż tak robimy? Odpowiedz na to pytanie. Niech nie będzie złe.

e-biznes.pl, 2007

Mariusz LudwińskiZłe pytania

Podziel się!

O autorze

mariusz