Znajdowanie, nie wyszukiwanie

Opublikowano: 4 września 2007. Kategoria: Bez kategorii. Tagi:

Google daleko nie pociągnie w obecnej formie. Dziś bąkają o tym tylko niektórzy. Lekko zwichrowane ludki, w żyłach których płyną bity informacji zamiast krwi. Ale już niedługo.
Nie mam nic przeciwko Google. Wręcz przeciwnie. Przeczytałem dwie książki ("Szukaj" i "Marketing z Google", obie po polsku wydało Wydawnictwo Naukowe PWN, dostępne pod tym linkiem "Szukaj" i pod tym linkiem "Marketing z Google"). Codziennie korzystam z tej wyszukiwarki, szukając informacji potrzebnych w pracy i w satysfakcjonującym spędzeniu wolnego czasu. I zazwyczaj jestem zadowolony. Korzystam też z innych (Yahoo, Altavista, Snap). Dokładnie widzę różnice. I mimo wszystko doceniam Google.

Ale cytat z okładki "Szukaj" jest wyjątkowo trafny. L. Gordon Crovitz, wiceprezes Dow Jones and Company, powiedział takie oto słowa: "Czytając "Szukaj" uświadamiamy sobie, że choć w ciągu ostatnich kilku lat rywalizację w branży wyszukiwania przetrwali tylko najlepsi, technologia ta nadal jest we wczesnej fazie rozwoju. Szukanie to fajna rzecz, ale znajdowanie odpowiedzi będzie jeszcze lepsze". Koniec cytatu.

I rzeczywiście, gdy pomyśleć nieco dłużej, to prawda uderza z całą swoją stanowczością. Po co komu szukanie? To tylko droga do celu. A celem jest znalezienie odpowiedzi. I można dopracowywać algorytmy szukania. Można dopieszczać współczynniki obliczania pozycji strony (co przecież wcale nie gwarantuje trafności znalezienia pożądanej strony). Można w końcu posiłkować się protezami wyszukiwania, czyli zadawać użytkownikowi pytania zawężające obszar poszukiwań typu "czy myślałeś o prawdziwej krowie, czy o książce Setha Godina" (szukana fraza: fioletowa krowa). Ale powtórzę jeszcze raz – celem jest znalezienie odpowiedzi. I każda droga jest dobra, o ile odpowiedź jest taka jakiej się oczekuje. A w tym Google, przynajmniej w obecnej formie, wcale nie jest najlepsze.

Istnieją cztery inne sposoby znajdowania odpowiedzi.

Sposób pierwszy to osobiste strony ekspertów i pasjonatów w danej dziedzinie. Coś takiego oferuje np. serwis Squidoo. Możesz sobie założyć stronę, na której zbierasz wszelkie informacje na interesujący cię temat. Lubisz krykiet? Wrzucasz linki do stron zespołów. Wrzucasz linki wideo z YouTube. Wrzucasz grafiki. Wreszcie samodzielnie wpisujesz informacje, których jesteś twórcą. W ten sposób budujesz bazę wyselekcjonowanej wiedzy z jednej, konkretnej dziedziny. Jeśli ktoś szuka informacji o krykiecie, jest duża szansa, że znajdzie ją na takiej eksperckiej stronie.

Na podobnej zasadzie działają blogi czyli sposób numer 2.

I sposób numer 3 czyli mapy tematyczne budowane w programach typu The Brain (www.thebrain.com). Mapy z TheBrain są lepsze niż strony eksperckie i blogi, ponieważ łatwiej w nich się poruszać. Łatwiej szukać dalszych wskazówek, ponieważ poruszasz się kontekstowo, a nie zgodnie z wirtualną listą (wyszukiwarki), z punktem widzenia i wiedzenia eksperta ani z kolejnością wstawienia postów (blogi).

Wszystkie te trzy sposoby wymagają od poszukiwacza zaangażowania, czasu i jako takiej inteligencji (znajomość angielskiego jest wymogiem oczywistym).

Jest jeszcze czwarty sposób, który przynosi dokładnie odpowiedzi o jakie chodzi poszukiwaczowi. Chodzi o infobrokering czyli zespół żywych ludzi wykorzystujących swoją inteligencję i kontakty na całym świecie. Infobroker nie jest chodzącą kopalnią wiedzy na wszelkie tematy. Jest niesamowicie sprawnym pośrednikiem, zarządcą globalnej sieci kontaktów ze źródłami informacji na praktycznie każdy temat. Bezpłatnych i płatnych. W odróżnieniu do wyszukiwarek, stron eksperckich i blogów, jako poszukiwacz nie musisz tracić czasu ani zużywać szarych komórek. Wystawiasz precyzyjne zlecenie, a potem podpisujesz fakturę. Proste i eleganckie.

Kiwasz głową z niedowierzaniem. Ja też tak robiłem. Potem spojrzałem na przykłady zleceń zrealizowanych przez firmę infobrokerską GoldenINFO (www.goldeninfo.pl) i już nie kręciłem głową. Od tej pory wiem, że jeśli będę potrzebował pewnej i trafnej informacji, a nie będzie mi się opłacać szukać jej samodzielnie (gdyż więcej zarobię w tym czasie pracując niż zapłacę za wyszukiwanie, poza tym są to koszty prowadzenia biznesu), infobrokerzy są numerem 1.

Kilka przykładów zleceń infobrokerskich wspomnianej firmy GoldenINFO:

* Dla polskiego producenta środków chemicznych sporządzili raport na temat producentów i dostawców środków chemicznych na Ukrainie.

Producent ten planował rozszerzenie swojej działalności na tamtejszy rynek. Wcześniej chciał jednak wiedzieć, kto produkuje podobne artykuły na Ukrainie oraz jak wygląda konkurencja wśród dostawców, importerów i większych firm zajmujących się handlem.

Otrzymał raport, który zawierał wyliczenie firm produkujących i sprzedających środki chemiczne. Zawierał on pełny opis struktury rynku w podziale na poszczególne przedsiębiorstwa. W raporcie znalazły się takie informacje, jak dane adresowe przedsiębiorstw, dane kontaktowe oddziałów i przedstawicielstw, informacja o ofercie handlowej i oferowanych produktach, marki produktów oraz wielkość możliwych dostaw.

* Wyszukali w Chinach producenta określonego, niestandardowego gadżetu reklamowego. Pośredniczyli w rozmowach między chińskim producentem a polską firmą zainteresowaną zakupem tego artykułu.

* Stworzyli bazę danych zawierającą dane kontaktowe do szefów działów zakupu wybranych przedsiębiorstw gastronomicznych w całej Polsce. Była to pierwsza tego typu baza danych w tej branży. Zawierała informacje o wszystkich większych firmach gastronomicznych z całej Polski wyselekcjonowanych według określonych przez zleceniodawcę kryteriów.

* Stworzyli bazę danych do hurtowni odzieżowych z Paryża. Zleceniodawca określił asortyment, który go interesuje. W raporcie znalazły się informacje o hurtowniach, dane adresowe, numer telefonu oraz skrótowy opis dostępnych artykułów.

* Dla polskiego producenta z branży sprzętu medycznego wyszukali większe sklepy na terenie Niemiec, w których znajduje się asortyment podobny do tego, jaki miał w swojej ofercie polski producent. Następnie przedstawili tym przedsiębiorstwom oferty zakupu od polskiego producenta. Dodatkowo wspomagali przygotowanie niemieckojęzycznej wersji oferty i pośredniczyli w rozmowach dotyczących zamówień.

Tego nie potrafi wyszukiwarka. Ani strona ekspercka. Ani blog.

e-biznes.pl, 2007

Mariusz LudwińskiZnajdowanie, nie wyszukiwanie

Podziel się!

O autorze

mariusz