Przez dwa tygodnie połowa naszego autorskiego duetu walczyła ze zmorami dzieciństwa (pozdrawiamy ospę) i ten brak wyraźnie dał się odczuć. Ludzie dosłownie powariowali!
W przypadku Microsoftu trudno mówić o nagłym ataku, gdyż ta firma już od dawna prowadzi interesy w sposób kontrowersyjny. Bezceremonialne wchodzenie na nowe rynki jest godne podziwu, ale sposób doboru tych rynków musi wywoływać niesmak (wchodzenie na gotowe). Explorer nie był innowacyjną przeglądarką internetową (wcześniej była przeglądarka Netscape). Xbox nie był innowacyjną konsolą do gier (wcześniej były konsole Nintendo, Sony i Segi). URGE nie będzie innowacyjnym sklepem z muzyką (mamy już iTunes). Windows Live Local nie będzie innowacyjnym serwisem z mapami (wcześniej było Google Earth). Tendencja jest niepokojąca, bo firma, która od dawna nie wymyśliła nic nowego, a jedynie skupia się na podrasowywaniu istniejących produktów, traci swój wewnętrzny klimat. Nie ma się co martwić o przyszłość Microsoftu. Na najbliższe kilka lat na pewno starczy im pieniędzy. Tym niemniej nowe pomysły by się przydały, jeśli nie chcą zyskać łatki firmy odgrzewającej wystygłe kotlety.
Na miano gwałtownego ataku z pewnością zasługuje natomiast wzlot pornografii, który nawiedził nie tylko Polskę, ale i Cypr! W poniedziałek ukazała się informacja, że pewna nauczycielka z Polski figurowała na 'wesołych zdjęciach' w Internecie. Zdjęcia znaleźli (raczej nieprzypadkowo) uczniowie tej nauczycielki. Zazdrość ogarnęła nauczycielki z Cypru do tego stopnia, że jedna umieściła na tapecie swojej komórki swoje rozebrane zdjęcie. Oczywiście znów uczniowie przypadkowo odkryli niecenzuralne treści. My podajemy te wiadomości absurdalnie przejaskrawione, ale fakt faktem nauczyciele ostatnio nie mają dobrej passy. Reklamówka Plusa jest tak hańbiąca, że operator powinien zostać pozwany przez ZNP za zbiorowe zniesławienie. To samo z Knorrem, który w jednej z reklamówek użył scenki, jak nauczycielka pije na lekcji Gorący Kubek. Nie wiemy, co chcieli osiągnąć tymi spotami autorzy reklam i producenci reklamowanych w nich produktów. Przy okazji jednak ośmieszyli przedstawicieli jednego z najważniejszych i najbardziej niedocenianych zawodów. Może warto byłoby następnym razem pomyśleć, jak wyglądałby świat bez nauczycieli? Nie przeraża Cię perspektywa niedouczonych hord chodzących ulicami? To nie jest science-fiction, to jest ponura, ale bardzo prawdopodobna przyszłość.
W zeszłym tygodniu nasi parlamentarzyści rozpętali internetową burzę na temat okresu retencji danych, o czym pisaliśmy w specjalnym wydaniu Tematu Tygodnia (Nie można ognia zwalczać ogniem), a w tym szykuje się kolejna – tym razem o dziwnie pojmowane prawa autorskie. Sprawa tekstów piosenek udostępnianych na stronach internetowych może i jest słuszna. W końcu są one czyimś dziełem i wypadałoby się choć spytać. Nie ma natomiast powodu, aby od razu straszyć kogoś sądem za to, że umieścił w Internecie teksty. Niesłuszne jest też twierdzenie, że przeczytanie tekstu piosenki powoduje zmniejszenie sprzedaży płyt. W końcu piosenka to nie jest sam tekst, tylko interpretacja tekstu połączona z muzyką. Znacznie mniej sensu jest w sprawie napisów do divixów. To nie napisy są przecież problemem, nie są nim nawet same divixy. Problem jak zwykle leży poza zasięgiem wzroku i jest czysto ekonomiczny – popyt na filmy dziwne, niszowe i ambitne nie jest w stanie zaspokoić podaży. A raczej byłby w stanie zaspokoić, tyle że nie po cenie, jaką zakłada sobie producent lub dystrybutor. W epoce Internetu i filmów DVD dokładanych do czasopism muzyka i filmy przestały być dobrem luksusowym. Nie da się już na nich zarabiać tyle, ile dotychczas – a przynajmniej nie w ten sam sposób jak dotychczas. Chyba naprawdę najwyższa pora, żeby uzmysłowili to sobie producenci. Ruch należy do Was – podaż czeka.
Autorzy: Renata Grunert & Mariusz Ludwiński
e-biznes.pl, 2005

