Mikołaj zawodowiec

Opublikowano: 7 grudnia 2005. Kategoria: Rynek. Tagi: , , ,

Nie wystarczy już umieć powozić zaprzęgiem reniferów i mieć długą brodę, by zostać Mikołajem – wynika z analiz firmy szkoleniowej Training Partners i portalu rekrutacyjnego Pracuj.pl. Dziś od Mikołajów wymaga się empatii, doskonałej obsługi klienta i znajomości nowych technologii.

– Mikołaj to trudny i odpowiedzialny zawód – mówi Anita Wojtaś z portalu rekrutacyjnego Pracuj.pl. – Dziś profesjonalne firmy dostarczające prezenty wnikliwie weryfikują aplikacje od kandydatów. Niektóre, selekcjonując ich, nie poprzestają na zwykłej rozmowie kwalifikacyjnej. Wykorzystują również testy psychologiczne. Najczęściej sprawdzają one umiejętność komunikowania się językiem dzieci, empatię i pozytywne podejście do ludzi. Czasem także cierpliwość, poczucie humoru i nastawienie do klienta. Bo obdarowywany to przecież klient.

Mikołaj musi umieć obsłużyć klienta dużo lepiej niż przeciętny sprzedawca. Tu nie chodzi o zwykłe przekazanie towaru, ale wręczenie go z gracją, dowcipem i najwyższą uprzejmością. Trzeba też wyczuć, czy w danej chwili opowiedzieć dowcip, złożyć uroczyste życzenia, a może raczej krzyknąć ‚ho ho ho!’ Nie każdy kandydat legitymujący się brodą to wszystko potrafi.

– Czasem potrzebna jest nawet znajomość nowoczesnych technologii – mówi Anita Wojtaś. – Jedna z firm poszukiwała Mikołajów, którzy dostarczą ich kluczowym klientom wartościowy prezent: palmtop (przenośny mini-komputer). Ponieważ większość ludzi nie ma doświadczenia w używaniu tego sprzętu, Mikołajowie mieli też nauczyć się podstaw obsługi prezentu.

To wszystko sprawia, że firmy Mikołajowe, które celują w najwyższy segment rynku – obsługę dużych przedsiębiorstw – intensywnie szkolą młodych adeptów zawodu. – Pełny cykl szkolenia Mikołaja trwa pięć dni – wyjaśnia Rafał Szczepanik z firmy szkoleniowej Training Partners. – Podstawy komunikacji i psychologii społecznej to pierwszy dzień zajęć. Kolejne dwa poświęcamy na typologię klientów i ich obsługę. Czwartego dnia skupiamy się na ćwiczeniu odpowiedniej prezencji i dykcji, w tym składania życzeń, opowiadania anegdot i rozbawiania dzieci. Piątego dnia uczymy, jak radzić sobie z niespodziankami, np. gdy dwoje dzieci pokłóci się o ten sam prezent.

Takie szkolenie prowadzi się w małych grupach, od sześciu do dziesięciu Mikołajów. Koszt: ponad pięć tysięcy złotych za każdy dzień, za grupę. – To sporo, ale wszyscy wiemy, że sposób wręczenia prezentu jest ważniejszy od tego, co wręczamy – uważa Rafał Szczepanik. – Można dać drobiazg, ale zrobić to z taką gracją, że obdarowywany będzie się czuł szczególnie wyróżniony.

Wśród menedżerów firm dostarczających upominki znane są też odwrotne przypadki: Mikołaj wręcza drogi prezent, wywołując przy tym poczucie niesmaku. Robi to tak, że obdarowywana osoba czuje wyrzuty sumienia z powodu przyjęcia kosztownego podarku. Wówczas cały pozytywny efekt, jaki chciał wywołać darczyńca, bierze w łeb.

– Pamiętam duńską firmę produkującą guziki – wspomina Szczepanik. – Co roku dawała klientom identyczny prezent: guzik. Brzmi jak wariactwo. Ale to były szczególne guziki. Na tę okazję produkowano specjalną, limitowaną serię – co roku o innym, artystycznym kształcie. Opakowanie również było niezwykłe: za każdym razem stanowiło zagadkę. Obdarowany musiał rozwiązać dowcipną łamigłówkę, by odgadnąć kod do szkatułki zamykanej na szyfrowy zamek. A sam prezent wręczany był z najwyższymi honorami. Efekt był taki, że stali klienci na początku grudnia oczekiwali już z niecierpliwością: co też darczyńca wymyśli w tym roku? Trudno o lepszy efekt marketingowy.

http://www.pracuj.pl

Sylwester KozakMikołaj zawodowiec

Podziel się!

O autorze

Sylwester Kozak

Facebook Twitter Google+

Specjalista w zakresie marketingu opartego o promocję wiedzy i doświadczenia. Aktywnie prowadzi własne jak i zlecone serwisy internetowe. Przygotowuje koncepcje biznesowe i analizy rynkowe nowych projektów. Ma praktyczne doświadczenie z zakresu promocji, eCommerce, e-PR, SEO, SEM i prowadzenia projektów internetowych.