Umarło last minute. Niech żyje first minute!

Opublikowano: 3 marca 2008. Kategoria: Rynek. Tagi: , ,

Co raz częściej mamy wrażenie, że świat handlu stanął na głowie. Promocje gwiazdkowe zaczynają się pod koniec października, wyprzedaże noworoczne jeszcze przed sylwestrem. Zimowe kombinezony kupujemy dzieciom w sierpniu, a w październiku czy listopadzie rozglądamy się już za klapkami plażowymi dla żony.
Nie mamy wyjścia, maszyna handlu gna coraz szybciej i przedstawia klientom swoje propozycje z półrocznym, a czasami dłuższym wyprzedzeniem.
Część klientów to złości i zniechęca do zakupów, innych cieszy.

Marketing handlowy to z całą pewnością wielki wyścig, w którym liczą się trzy proste kroki:
1. wystawić swój produkt do handlu w sezonie jak najszybciej,
2. zarazić tematem klientów,
3. sprzedać go jak najwięcej.
Proste i bardzo czytelne.

Jest jednak obszar, w którym dużo wcześniejsze zakupy mają dla klientów nie tylko sens, ale i wymierną wartość. To turystka. Od kilku lat obserwujemy prawdziwy boom podróżniczy naszych rodaków. Z analiz Instytutu Turystyki wynika, że tylko w pierwszym półroczu 2007 roku Polacy w wieku 15 i więcej lat uczestniczyli w 2,6 mln turystycznych podróży za granicę. A warto pamiętać, że większość ruchu turystycznego rozkłada się na drugą, bardziej wakacyjną część roku kalendarzowego.

Touroperatorzy bardzo mocno pracują na podwyższenie swoich wskaźników. Niepisana w branży zasada uruchamiania promocyjnych ofert przedsprzedaży typu first minute obejmowała zazwyczaj trzy pierwsze miesiące nowego roku kalendarzowego. Wraz ze wzrostem zainteresowania Polaków podróżami, model ten uległ zmianie. – Dwa lata temu pierwsze oferty na kolejne lato pojawiły się w naszej sprzedaży przed Bożym Narodzeniem. W ubiegłym roku zaczęliśmy sprzedawać je pod koniec listopada. W tym sezonie pierwsze importy (elektroniczne katalogi z ofertami – przyp. red) ) mieliśmy dostępne już w końcówce września – potwierdza Andrzej Glapiak, z portalu turystycznego easygo.pl

Touroperatorzy wyraźnie wyczuli koniunkturę na wcześniejsze zakupy wakacyjne. Trudno się zresztą temu trendowi dziwić, rezerwacja z wyprzedzeniem może, tak jak w tym roku, przynieść nam nawet 40% rabatu. Standardem promocyjnym u większości touroperatorów jest jednak zniżka sięgająca 30-35% ceny katalogowej. Nie bez znaczenie są też inne argumenty. W początkowym okresie sprzedaży możemy wybrać swoja ofertę z pełnego katalogu. Oznacza to, że na wakacje wyjedziemy nie dość, że z dużą zniżką to jeszcze w miejsce, które starannie sami sobie wybraliśmy. To duża zaleta i przewaga nad ofertami typu last minute, gdzie w zamian za zniżkę udzieloną tuż przed naszym wyjazdem musimy zgodzić się na zaproponowane nam warunki pobytowe. Jest też coś dodatkowego.

Często rezerwacje typu first minute zawierają dodatkowe benefity. Możemy więc przemiennie skorzystać z np. wycieczki fakultatywnej na miejscu naszego wypoczynku gratis, ubezpieczenia od kosztów rezygnacji z imprezy w cenie, etc. Każdy touroperator przygotowuje swoje własne wartości dodane. Jest jeszcze jeden plus. Wcześniejsza rezerwacja wcale nie wiąże się z zamrożeniem naszej gotówki na wiele miesięcy. Zazwyczaj wystarczy podpisać umowę i wpłacić mała zaliczkę. W tym sezonie mogło to być nawet 200 zł. Jednak wysokość zaliczki ustalana jest przez każdego touroperatora indywidualnie, warto dopytać o to swojego sprzedawcę. Resztę kwoty dopłacamy dużo później, we wskazanym w umowie terminie. Zazwyczaj jest to miesiąc przed naszym wyjazdem.
Turystyka wyjazdowa to branża bardzo hermetyczna i nikt z touroperatorów nie zdradza w trakcie sezonu ile bieżącej sprzedaży dokonuje. To pilnie strzeżone dane handlowe, które w okrągłych zestawieniach można zobaczyć dopiero późną jesienią, po podsumowaniu całego sezonu. Nie oficjalnie jednak wiadomo, że sprzedaż typu first minute potrafi przekroczyć próg 40% przygotowanej na dany sezon oferty.

Czy zniżki i gratisy działają na wyobraźnię naszych rodaków? Wydaje się, że tak i to bardzo. – Nasze portalowe Centrum Rezerwacji pracuje pełną parą już od początku grudnia – potwierdza Iwona Sokołowska, dyrektor sprzedaży w portalu easygo.pl – Jeszcze w grudniu i na początku stycznia oferty na lato 2008 były drugimi w kolejności, zaraz po wyjazdach narciarskich. W tej chwili to już bezapelacyjnie nr 1.

Umarło last minute. Niech żyje first minute! 1

Kup teraz wakacje na sierpień. Łatwo powiedzieć… A co jeśli nie dostaniemy w wybranym przez nas okresie urlopu? Okazuje się, że i ten problem można łatwo przeskoczyć. Wielu touroperatorów porozumiało się z firmami ubezpieczeniowymi i albo oferuje polisy od kosztów rezygnacji z imprezy jako wartość dodaną do naszej rezerwacji, albo poleca je jako opcje odpłatną za niewysoką kwotę. Czy to się opłaca? Wystarczy przeliczyć. Jeżeli rezerwujemy wakacje wartości 2800 od osoby i korzystamy z 30% zniżki to zaoszczędzamy 840zł. Nasze wakacje kosztują więc nie 2800 zł, a 1960 zł. Z zaoszczędzonej kwoty 840 zł możemy wykupić za 100 zł czy nawet 150 zł polisę ubezpieczeniową od kosztów rezygnacji z imprezy i zyskać tzw. święty spokój. Warto jednak uważnie przeczytać warunki polisy, aby dowiedzieć się kiedy i w jakich okolicznościach przysługuje nam taki zwrot.

Portale turystyczne, które posiadają na swoich stronach najwięcej i najszybciej dostępnych ofert, w tym także te w promocji typu first minute pracują na najwyższych obrotach. – W tej chwili nasze 40-osobowe Centrum Rezerwacji pracuje po 12 godzin na dobę – zapewnia w rozmowie z nami Iwona Sokołowska z easygo.pl. Nie ośmielę się potwierdzić tezy jednej z gazet, że jeżeli ktoś nie kupi wakacji do końca marca, to nie kupi ich w ogóle. Ale z całą pewnością od kwietnia może napotkać kłopoty np. ze znalezieniem wymarzonego hotelu, znalezieniem kilku czy kilkunastu miejsc w tym samym obiekcie, etc.

Nie kupie teraz, ale pojadę ze zniżką last minute. Oczywiście zawsze można wybrać taką opcję. Czasami może być to jednak taktyka ryzykowna, szczególnie jeśli chcemy wybrać się w sezonie urlopowym w jakieś popularne miejsce.  – W ubiegłym sezonie były takie chwile kiedy pierwsze wolne terminy w kierunkach popularnych były dostępne na za 8-10 dni. Nie było zwyczajnie niczego dostępnego w bazach. Więc w ogóle nie było mowy o przecenach i ofertach typu last minute. – wspomina Iwona Sokołowska.

Jeżeli tak samo będzie w tym roku, a wszystko na to wskazuje, aż chce się sparafrazować angielski okrzyk żegnający umarłego króla i witający nowego monarchę – Umarło last minute. Niech żyje first minute!

http://www.easygo.pl

Sylwester KozakUmarło last minute. Niech żyje first minute!

Podziel się!

O autorze

Sylwester Kozak

Facebook Twitter Google+

Specjalista w zakresie marketingu opartego o promocję wiedzy i doświadczenia. Aktywnie prowadzi własne jak i zlecone serwisy internetowe. Przygotowuje koncepcje biznesowe i analizy rynkowe nowych projektów. Ma praktyczne doświadczenie z zakresu promocji, eCommerce, e-PR, SEO, SEM i prowadzenia projektów internetowych.